Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić, gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.

 

Absolutny brak poprawności politycznej. Jak można burzyć sielankowy nastrój narodzin bezbronnej dzieciny opisem tragicznej śmierci pierwszego męczennika? Mówić dzisiaj o gotowości oddania życia, toż to przecież już nie ta epoka. Do kościoła idziemy pośpiewać kolędy, obejrzeć szopkę, posłuchać, albo i też nie, kazania, bo to tak się jakoś wpisuje w nasz pejzaż świętowania. Ale wymagać czegoś więcej w sferze religijnej? Na co i po co to komu?

A jednak Kościół niezmienne głosi Dobrą Nowinę o nowym narodzeniu i to do wieczności. Jego nauczanie chce wyrywać nas nieustannie z ciasnoty czysto ziemskiego patrzenia na życie. Ileż bowiem dramatów na tym świecie, będących owocem utraty perspektywy życia wiecznego jako całkowitego spełnienia najskrytszych i najgłębszych pragnień człowieka! Narodzenie Jezusa na ziemi jest światłem prawdy, ukazującym sens wszystkiego, co się na niej dzieje.

Wydarzenie męczeńskiej śmierci Szczepana jest nierozdzielnie związane z narodzeniem Zbawiciela. Czy odważymy się i my patrzeć na wszystko, co nas w życiu spotyka w tym samym świetle? Prośmy Ducha Świętego, którego tak wspaniale przyjął św. Szczepan, aby i w nas dokonywał takiego otwarcia serca na prawdziwe życie, które nie boi się nawet śmierci, ale widzi w niej bramę do wiecznego szczęścia.