Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie. A gdy się zbliżył, zapytał go: „Co chcesz, abym ci uczynił?” Odpowiedział: „Panie, żebym przejrzał”. Jezus mu odrzekł: „Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła”. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu.

 

Człowiek z dzisiejszej ewangelii potrafił się nawet ośmieszyć, aby tylko zbliżyć się do Jezusa. Inni ludzie próbowali go uspokoić, ale bezskutecznie. Bardziej zależało mu na osobistym spotkaniu z Jezusem niż na dobrej opinii ludzi. Stał się dla nich pośmiewiskiem. A ja do czego jestem w stanie się posunąć, aby przybliżyć się do Boga? Co w ogóle czynię, aby poprawić moją relację z Jezusem? Często w naszym życiu panuje apatia i marazm. Czujemy bezsens istnienia, gdyż często nic tak naprawdę nie czynimy, aby doświadczyć bliskości Jezusa. Można powiedzieć, że jesteśmy ślepi – podobnie jak niewidomy z dzisiejszej ewangelii.

On jednak miał odwagę zaryzykować, aby zbliżyć się do Jezusa, mimo że nie miał pewności, że wszystko się uda. I został uzdrowiony. A ja…? Spróbuję zaryzykować prawdziwe zbliżenie się do Jezusa, czy nadal wolę wieść obojętne i mętne życie?