Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: „Oto mój Sługa, którego wybrałem, umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie. Położę ducha mojego na Nim, a On zapowie prawo narodom. Nie będzie się spierał ani krzyczał, i nikt nie usłyszy na ulicach Jego głosu. Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi. W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą”.

 

Podczas jednej z Mszy o uzdrowienie duszy i ciała, ojciec Antonello - założyciel naszej wspólnoty Przymierze Miłosierdzia powiedział, że jest absolutnie pewny, iż nie ma na świecie człowieka, który nie potrzebuje uzdrowienia. Przy czym nie ma na myśli uzdrowienia fizycznego czy psychicznego.

W pierwszej chwili pomyślałem, że tłumacz coś przeinaczył, jednak ojciec, rozwijając myśl, przypomniał, że człowiek jest trynitarny tzn. zbudowany/złożony z trzech części: ciała, psychiki i duszy. No tak, myślę sobie. Ok, to rozumiem, ale że każdy ma duszę do uzdrowienia..., hm... 

No właśnie kochani! Nie ma człowieka na tym świecie, który nie potrzebuje uzdrowienia. Współczesny świat, dzisiejszy brak relacji, dzisiejsza pogoń za tym wszystkim, co nie ma nic wspólnego z duszą człowieka, ma niebagatelny wpływ na naszą duszę. Obecny świat jakby był zaprogramowany na destrukcję naszego wewnętrznego sanktuarium, w którym mieszka Duch Św. Każdy z nas, w mniejszym lub większym stopniu, ma naruszoną konstrukcję tej niewidzialnej i arcyważnej świątyni – duszy. Historia naszego życia, doświadczenia z najbliższymi, otaczający nas pęd i maraton każdego dnia odciska swe destrukcyjne piętno w naszych sercach. Nawet kiedy kroczysz za Nim, nawet kiedy starasz się pełnić Jego wolę, ulegasz temu wszystkiemu, co jest ze świata i należy do złego. 

 "A wielu poszło za Nim i uzdrowił ich wszystkich."

Jeśli siostro/bracie czujesz, że filary Twojego sanktuarium są w opłakanym stanie, albo witraże w oknach dawno uległy kamieniom rzucanym przez nieprzyjaciół, a może elewacja jest w stanie do remontu, a dzwon na wieży dawno zamilkł, bo jego serce naderwane; wtedy pędź ile sił do naszego lekarza. Wtedy nie zastanawiaj się długo, lecz biegnij do Tego, Który nigdy nie wyda sądu, że stan Twojej duszy nadaje się do rozbiórki lub należy zdetonować te ruiny i zapomnieć o sprawie. Najwspanialszy Lekarz wszystkich dusz, Który już wszystko wie, dokładnie oszacował dawno straty i wyremontuje sanktuarium, odbuduje każdy filar, wprawi na nowo witraż i odnowi elewacje. A kiedy na nowo zawiesi serce dzwonu, znów wybrzmi z Twojego wnętrza, że On jest Miłością, że On do szaleństwa ukochał człowieka, i że leczy jak nikt inny, inwestując w każdą duchową ruinę, bo taka jest Miłość: 

 "Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi..."

Pamiętam mojego dziadka, kiedy naderwała się gałąź jabłoni (nota bene od nadmiaru owoców); wtedy dziadek nakładał maść ogrodniczą w "chore" miejsce, obwiązywał jakimś bandażem i tyczką podpierał naruszoną gałąź. Potem, przez pewien czas codziennie doglądał jabłoni i cieszył się, kiedy odzyskiwała sprawność. Dzisiejsza światowa ekonomia szybko wykazałaby, że lepiej byłoby wyciąć jabłoń i posadzić nową, albo może wyciąć, zasiać trawkę i zrobić miejsce na grilla, bo wtedy przynajmniej kłopotu by z jabłonią nie było, a przyjemność z grillowania zrekompensowałaby stratę drzewka. Jednak ogrodnik "z powołania" czy "z zamiłowania" wie, co znaczy ukochane drzewko. Ogrodnik pragnie zaopiekować się niż unicestwić. Bo ogrodnik to w pewnym sensie również lekarz – lekarz od drzew.

Bóg tak umiłował świat, że Syna swego, Jezusa z Nazaretu – lekarza ludzkich dusz dał nam, abyśmy mieli do kogo pójść, kiedy czujemy się zgnieceni, naderwani, nadłamani czy ledwo się tlący, aby nas opatrzył, uzdrowił i posłał na nowo swego Ducha. Biegnijmy więc z radością na spotkanie z Miłością.