Jezus przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: "Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je. Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić? Bo cóż może dać człowiek w zamian za swoją duszę? Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi przed tym pokoleniem wiarołomnym i grzesznym, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca swojego razem z aniołami świętymi". Mówił im także: "Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą królestwo Boże przychodzące w mocy".

 

Wielu dziś pragnie iść za Chrystusem zmartwychwstałym, chwalebnym, w uwielbieniu, ze wzniesionymi rękami, w powodzeniu i radości. Kiedy jednak przychodzi próba krzyża, następuje bunt, oburzenie, zniechęcenie, narzekanie i nawet pretensje do Boga, jak to możliwe...

Może pewna niewiedza, brak wewnętrznej dojrzałości albo i nieświadomość tego, czym naprawdę jest chrześcijaństwo i na czym jest zbudowane, przyczynia się do takich naturalnych reakcji na cierpienie i ból. Wiadomo, że nikt nie chce cierpieć, boimy się cierpienia i naturalnie od niego uciekamy. 

Czy krzyż to zawsze cierpienie i tylko cierpienie? Jezus zaprasza tego, kto chce Go naśladować, aby wziąć swój krzyż i iść za Nim. On pokazał, jak nieść krzyż i dokąd ta droga prowadzi. On nauczył nas, jak żyć na tej ziemi. Żeby dojść do zmartwychwstania, doświadczyć zmartwychwstania, trzeba przejść przez krzyż, bo on jest drogą, po której mamy iść i jednocześnie bramą, przez którą mamy przejść, aby wejść do domu Ojca. I jest to jedyna droga. Ile ludzi na świecie, tyle krzyży. Między nimi i mój...

Wielu chciałoby życia bez krzyża, ale zapomina o tym, że to największa i najskuteczniejsza broń przeciw atakom złego, bo to na krzyżu szatan został pokonany. W krzyżu jest nasze życie, nasze zbawienie, nasze wyzwolenie. Nasze codzienne życie pełne jest wielkich lub małych cierpień, boleści, wszelkiego rodzaju trudności. Możemy je przyjmować albo odrzucać. Ale co lepsze? Są to okazje, które Bóg stawia na naszej drodze, abyśmy je dobrze wykorzystali, ze świadomością i mądrością, łącząc nasze cierpienia i trudności z ofiarą i krzyżem naszego Zbawiciela. Wtedy te nasze krzyżyki nie będą zmarnowane, ale wydadzą owoc obfity, przymnażając nam zasług, przyczyniając się do naszego zbawienia, nawrócenia i zbawienia innych. Jezus zaprasza nas do aktywnego uczestnictwa w zbawianiu świata. Jak wielka to misja. Może największa, jaka może istnieć. 

Warto się zastanowić, jak ja przyjmuję krzyż mego życia i czy czynię z niego dobry użytek. Droga krzyża to droga królewska, ale niezrozumiała dla tego świata. To droga miłości niepojętej, sięgającej zenitu. Nie wszyscy są zaproszeni, aby nią kroczyć. Jednakże każdy z nas ma jakiś krzyż do niesienia. I kiedy czynimy to w świadomości, że krzyż jest szczególnym darem i zaproszeniem do głębszego zjednoczenia się z Jezusem, nabiera on nowego smaku i bezcennej wartości. To Duch Święty uzdalnia nas do takiej misji i do takiej miłości. Krzyża nie można oddzielić od miłości. Paradoksalnie, znak hańby stal się znakiem miłości i naszego zbawienia. Więc te wszystkie „znaki hańby” w naszym życiu, w zjednoczeniu z Jezusem, mocą Ducha Świętego stają się cennymi perłami. Stracić życie dla Jezusa, rezygnując z życia duchem tego świata, znaczy o wiele, wiele więcej, niż można to sobie wyobrazić, bo ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują. Więc krzyż to nie tylko cierpienie, to przede wszystkim MIŁOŚĆ! 

Krzyżu Jezusa, bądź pozdrowiony! Amen