W czasie oblężenia Jerozolimy przywódcy, którzy trzymali Jeremiasza w więzieniu, powiedzieli do króla: "Niech umrze ten człowiek, bo naprawdę obezwładnia on ręce żołnierzy, którzy pozostali w tym mieście, i ręce całego ludu, gdy mówi do nich podobne słowa. Człowiek ten nie szuka przecież pomyślności dla tego ludu, lecz nieszczęścia". Król Sedecjasz odrzekł: "Oto jest w waszych rękach!" Nie mógł bowiem król nic uczynić przeciw nim. Wzięli więc Jeremiasza i wtrącili go, spuszczając na linach, do cysterny Malkiasza, syna królewskiego, która się znajdowała na dziedzińcu wartowni. W cysternie zaś nie było wody, lecz błoto; zanurzył się więc Jeremiasz w błocie. Ebedmelek wyszedł z domu królewskiego i rzekł do króla: "Panie mój, królu! Źle zrobili ci ludzie, tak postępując z prorokiem Jeremiaszem i wrzucając go do cysterny. Przecież umrze z głodu w tym miejscu, zwłaszcza że nie ma już chleba w mieście". Rozkazał król Kuszycie Ebedmelekowi: "Weź sobie stąd trzech ludzi i wyciągnij proroka Jeremiasza z cysterny, zanim umrze".

 

Prorok jest „ustami Boga”: mówi, czego żąda Pan, i niczym herold przekazuje Jego wolę. Budzi przy tym sprzeciw, wywołuje złość i powoduje gniew. Dlaczego? Ponieważ uderza w najczulsze miejsca, w których grzech rozpanoszył się na dobre, uwił sobie przytulne gniazdko, dając fałszywe poczucie komfortu, stabilizacji i słuszności podejmowanych kolejnych decyzji, które zmierzają w jednym kierunku – do piekła. A każda próba wyrwania z piekielnych pazurów bardzo boli.


Proś Boga, żeby nieustannie wysyłał nam proroków, by ocalili nas i świat.

​​​​