Jezus powiedział do swoich uczniów: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje. Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna. Mówiłem wam o tych sprawach w przypowieściach. Nadchodzi godzina, kiedy już nie będę wam mówił w przypowieściach, ale całkiem otwarcie oznajmię wam o Ojcu. W owym dniu będziecie prosić w imię moje, i nie mówię, że Ja będę musiał prosić Ojca za wami. Albowiem Ojciec sam was miłuje, bo wyście Mnie umiłowali i uwierzyli, że wyszedłem od Boga. Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca”.

 

Obietnica, że spełnią się prośby zanoszone do Boga za wstawiennictwem Jezusa, jest piękna, ale też prawdziwa. Nie może być inaczej. Przecież nawet nasi ojcowie ziemscy, gdy prosimy ich o chleb, nie podadzą nam kamienia (por. Łk 11,11). Czy więc nasz Ojciec Niebieski mógłby nam odmówić czegoś dobrego? No właśnie. Nie odmówi dobra, ale „da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą” (Łk 11,13), abyśmy prosząc, potrafili ufać i zawierzyć, że na pewno Bóg da nam to, czego pragniemy, jednak w taki sposób, że przerośnie to nasze największe oczekiwania.