Ostatnie tygodnie przynoszą wysyp wiadomości o skandalach seksualnych w Kościele na całym świecie. Co rusz wychodzą na jaw złe sprawy, które dzieją się też u nas. Niebawem czeka nas też premiera mocnego filmu “Kler” Smarzowskiego, a chwilę później dziennikarz Tomasz Sekielski pokaże dokument, który ma dotyczyć problemu pedofilii na naszym kościelnym podwórku. To będą bardzo mocne uderzenia.

Można dziś odnieść wrażenie, że niemal każdy duchowny, ksiądz czy zakonnik, to potencjalny pedofil, zagrożenie. Jeden z moich braci opowiadał jak na jego widok, spacerujący z dzieckiem ojciec, próbował je zasłonić i ostrzegał je, że ten w habicie to pedofil. 

Nie jesteśmy bez winy. Te uderzenia będą mocne, bo jakaś część naszego Kościoła zawiodła. Zawiedli niektórzy pasterze. Niektórzy z nas duchownych, okazali się zbrodniarzami, owładniętymi jakimś demonicznym wpływem. I nie ma tu żadnego usprawiedliwienia. Dobrze, że te sytuacje są stawiane w prawdzie. 

A to przecież tylko jedno ze zgorszeń. 

Jak być w takim “słabym” Kościele?

Jedyną drogą do przezwyciężenia tej trudności jest wiara. Wiara, która nie boi się prawdy. 

Kościół zawsze doświadczał słabości. Wystarczy zerknąć do listów św. Pawła, który nazywał rzeczy po imieniu, wyliczał konkretne grzechy, żeby na koniec krótko rzucić: “ci którzy się tego dopuszczają, nie wejdą do Królestwa”. 

Kościół nie jest lepszą częścią społeczeństwa, w której nie dzieją się złe rzeczy. Kościół jest miejscem, w którym te różne złe rzeczy były, są i będą, ale zostaną też właściwie osądzone. Przez samego Boga. On rzuca właściwe światło na ludzkie życie. A ludzkie życie to suma tego, co piękne i tego, co bardzo mroczne. Tym światłem jest krzyż Chrystusa. 

Żeby odnaleźć się w “słabym” Kościele trzeba sobie jasno uświadomić, że ja też mam do niego prawo. Mam prawo go tworzyć, w przeciwieństwie do tych którzy go niszczą (od wewnątrz i z zewnątrz), mam prawo się nim cieszyć, przeżywać w nim swoje życie. Mam prawo do życia Ewangelią. Mam prawo, a nawet obowiązek, odcinać się od tego, co zatruwa i jest niezdrowe. 

Trzeba nazywać rzeczy po imieniu, ale bez sensu jest się nakręcać i pompować balon z napisem “zły Kościół”. 

Prawda jest szpilką, która ten balon zawsze przebije. Prawdą jest sam Chrystus. Stawianie rzeczy w prawdzie, to stawianie ich w świetle Jego Ewangelii. 

I ostatnia rada na koniec. To ty jesteś bezpośrednio odpowiedzialny za Kościół. Masz na niego realny wpływ. Więc bądź takim katolikiem, jakiego sam chciałbyś spotkać.