Włączyłem komputer, żeby napisać ten tekst. Niebieski ekran. Przetwarzanie aktualizacji. Po dziesięciu minutach 4%. I jeszcze ten napis: “Nie wyłączaj komputera. Trochę to potrwa”. Świetnie.

Aktualizacja zawsze jest nie w porę. Prawie zawsze dłuży się w nieskończoność. Ale bez niej system nie będzie poprawnie działał.

Mija już prawie pół godziny, a moja aktualizacja gotowa jest dopiero w 15%... Siedzę i czekam. I myślę sobie, że dokładnie tak samo jest w życiu. Odkrywasz jakiś błąd krytyczny, spotyka cię jakieś wydarzenie nie do przejścia, jakiś dramat. Potrzebujesz aktualizacji, czyli uzdrowienia tej sytuacji. Dostosowania do funkcjonowania w nowych warunkach.

Najlepsza aktualizacja to Słowo Boże. To też wymaga czasu…

“Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?

Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale później będziesz to wiedział.” (J 13, 6-9)

Teraz może nie rozumiesz tego co się dzieje, ale daj sobie czas. Słuchaj i przetwarzaj. Trwaj i ufaj.

Twórca systemu zadba, żeby wszystko działało jak należy, a jak będzie trzeba wypuści kolejną aktualizację.