Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. Potem opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do nich: «Jeśli cię ktoś zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by przypadkiem ktoś znamienitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: „Ustąp temu miejsca”, a wtedy musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. A gdy przyjdzie ten, który cię zaprosił, powie ci: „Przyjacielu, przesiądź się wyżej”. I spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony».

 

Mam wrażenie, że nauczanie Jezusa o pierwszym i ostatnim miejscu to jedno z tych, które rozumiemy dziś bardzo słabo. Nie dlatego, że (tak nam się przynajmniej wydaje!) mówi o pokorze, uniżeniu czy samoograniczeniu – cechach postrzeganych dziś jako niepraktyczne, nieżyciowe i nieaktualne... Rozumiemy je słabo, ponieważ mówi... o honorze, o zaszczycie, o chwale (gr. δόξα). Przestaliśmy rozumieć, czym jest prawdziwy honor, prawdziwy zaszczyt i prawdziwa chwała. I dlatego, tak samo jak kiedyś faryzeusze, z determinacją walczymy o pierwsze miejsca... I dlatego, inaczej niż kiedyś faryzeusze, z równym zapałem walczymy czasami o miejsce ostatnie – bo tak wygodniej, bo tak praktyczniej, bo tak sprytniej, bo może przesuną mnie wyżej... I w jednym, i drugim przypadku wydaje się nam, że honor to coś, co mogę zdobyć swoim sprytem, przebiegłością, swoim wysiłkiem.

Prawdziwy honor to zostać dostrzeżonym przez Gospodarza w bezimiennym tłumie...

Prawdziwy honor to usłyszeć z Jego ust: Przyjacielu...

Prawdziwy honor to usłyszeć od Niego: Twoje miejsce jest bliżej Mnie... – przesiądź się, proszę...