Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto zebrało się u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały. Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: „Wszyscy Cię szukają”. Lecz On rzekł do nich: „Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem”. I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.

 

 

Analizując dzisiejszą Ewangelię, możemy powiedzieć, że Pan Jezus miał pełne ręce roboty. Nauczanie w synagodze, wizyta w domu Szymona i Andrzeja, uzdrowienie teściowej Szymona i wieczorne uzdrawianie tłumów, które zgromadziły się pod drzwiami. Dzień pełen wrażeń, spotkań i bardzo konkretnej pracy misyjnej.

Aby się w tym wszystkim nie zatracić, nie popaść w aktywizm i nie zrobić z siebie robota pracującego bez opamiętania, Jezus pokazuje receptę: „Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił…” Jezus wiedział, że bez modlitwy i rozmowy z Ojcem wszystko, co będzie robił, nie będzie przynosiło żadnego owocu, żadnej radości i poczucia spełnienia.

Dzisiaj w tym zabieganym świecie jest to wskazówka dla nas, kapłanów i świeckich. Wszyscy mamy ręce pełne roboty; z pracy do pracy, z obowiązków do obowiązków, z jednej odpowiedzialności w drugą odpowiedzialność. Jak w tym wszystkim znaleźć granice, skoro każdy dzień zaczyna wyglądać tak samo, a miesiąc staje się jak tydzień i ciągle brakuje czasu.

Jezus pokazuje, że bez modlitwy i wyciszenia serca na nic nasz aktywizm i zabieganie, to tylko bezowocne zmęczenie. Zatrzymanie się choć na krótką chwilę i rozmowa z Bogiem daje człowiekowi „radość z utrudzenia” i umożliwia dostrzeżenie innych potrzebujących naszej pomocy.