Był tam człowiek dobry i sprawiedliwy, imieniem Józef, członek Wysokiej Rady. On to udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Zdjął je z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie, wykutym w skale, w którym nikt jeszcze nie był pochowany. W pierwszy dzień tygodnia poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień od grobu zastały odsunięty. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach. Przestraszone, pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał.

 

Okazuje się, że Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny mogą śmiało "konkurować" z Bożym Narodzeniem pod względem "rodzinności". Niewielu jest ludzi, którzy potrafią przejść obojętnie obok tych dni i nie zjawić się na rodzinnym grobie.

Rodziny stają wokół nagrobków, na których w większości znajduje się krzyż - znak śmierci. Narzędzie zabójstwa, na którym Jezus powierzył swojego ducha w ręce Ojca. To "stanie" przy grobach ma jednak głębszy sens niż patrzenie się w kamienną płytę i krzyż... Jestem przekonany, że większość z nas ma nadzieję, że "rodzinne święta" będziemy jeszcze kiedyś obchodzić w pełnym składzie. A nadzieja ta wypełnia się w Jezusie, którego "nie ma tutaj; zmartwychwstał".