Jezus powiedział do swoich apostołów: „Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto miłuje syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto przyjmuje proroka jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma. Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadani wam, nie utraci swojej nagrody”. Gdy Jezus skończył dawać te wskazania dwunastu swoim uczniom, odszedł stamtąd, aby nauczać i głosić Ewangelię w ich miastach.

 

Jezus mówi, że przyszedł poróżnić nawet najbliższych sobie ludzi. Nie jest to jednak tylko taka "gra taktyczna", ale bardzo praktyczny sprawdzian.

Niestety, nie jest rzadkością, że katoliccy rodzice nie chcą, aby ich dzieci poszły do kapłaństwa czy życia zakonnego. Bardzo trudno to zrozumieć... Bo przecież np. korzystają z posługi sakramentalnej możliwej tylko dzięki temu, że Bóg powołuje! Jeżeli jednak dziecko postawi "na swoim", to dochodzi do wielkich kryzysów. Wbrew pozorom jest to jednak dobra wiadomość, bo oznacza, że Ewangelia jest ciągle aktualna.