A od czasu Jana Chrzciciela aż dotąd królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je. Wszyscy bowiem Prorocy i Prawo prorokowali aż do Jana. A jeśli chcecie przyjąć, to on jest Eliaszem, który ma przyjść. Kto ma uszy, niechaj słucha”.

 

Kiedy przyjeżdża do Polski jakiś słynny muzyk, natychmiast pod jego hotelem gromadzą się setki fanów, którzy czekają nieraz całą noc, wyglądają, w którym oknie zapali się światło, domyślają się, co ich „idol” teraz robi. Kiedy ten próbuje się niepostrzeżenie wymknąć przez drzwi kuchenne w długim płaszczu okularach i kapeluszu, aby go nie rozpoznano, nagle ktoś krzyczy: „Tam idzie!” I wszyscy do niego biegną, a kiedy dobiegną, oblegają ze wszystkich stron, ochrona musi interweniować, żeby go nie zadeptali, nie ścisnęli na śmierć.

To są gwałtownicy. Oni wiedzą, jak zdobyć autograf, zdjęcie z „idolem”, znaleźć sposób, by być blisko niego. Jan Chrzciciel jako jedyny krzyknął: „Tam idzie! Oto On! Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”. I tak jak w przypadku tłumu fanów przed tym okrzykiem oczekiwano i nie wiedziano dokąd iść, tak po usłyszeniu tego głosu wszyscy się dowiedzieli. I wszystko się zmienia. Podobnie i wszyscy, którzy idą za głosem Jana są już Nowym Ludem, który otrzymał Objawienie. Nie są ludźmi, błądzącymi po omacku, z klapkami na oczach. „I nie będą się musieli wzajemnie pouczać jeden mówiąc do drugiego: "Poznajcie Pana!" Wszyscy bowiem od najmniejszego do największego poznają Mnie” (Jr 31,34).

Wśród fanów, od momentu wskazania „gwiazdy” nie ma już biernego oczekiwania. Jest dziki bieg. Ścigają się. Zmaganie, kto pierwszy dobiegnie do celu. Nie ma miejsca dla marazmu, zniechęcenia, smutku. Jest euforia, radość, krzyk, zachwyt.

A my? Rozpoznaliśmy Pana?