Amalekici przybyli, aby walczyć z Izraelitami w Refidim. Mojżesz powiedział wtedy do Jozuego: "Wybierz sobie mężów i wyruszysz z nimi na walkę z Amalekitami. Ja jutro stanę na szczycie góry z laską Boga w ręku". Jozue spełnił polecenie Mojżesza i wyruszył na walkę z Amalekitami. Mojżesz, Aaron i Chur wyszli na szczyt góry. Jak długo Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry, Izrael miał przewagę. Gdy zaś ręce opuszczał, miał przewagę Amalekita. Gdy ręce Mojżesza zdrętwiały, wzięli kamień i położyli pod niego, i usiadł na nim. Aaron i Chur podparli zaś jego ręce, jeden z tej, a drugi z tamtej strony. W ten sposób aż do zachodu słońca były jego ręce stale wzniesione wysoko. I tak zdołał Jozue pokonać Amalekitów i ich lud ostrzem miecza.

 

Wielu z nas nie lubi niedzielnej Mszy, bo jest dużo ludzi, bo trudno się skupić, bo to rozprasza. Wielu z nas lubi cichy, pusty kościół, gdzie nikt nas nie widzi, nikt nie przeszkadza, nie szepcze, nie chrząka, nie kaszle, nie kręci się, szeleszcząc ortalionową kurtką.

A jednak w modlących się razem jest siła – siła wspólnego wołania do Boga, siła wsparcia tych, którzy są obok, siła jedności ochrzczonych w dziękczynieniu, uwielbieniu i przepraszaniu Boga. Doceń to.