Wolne. Ale nie takie wolne, że dzieci mają zamknięte przedszkole i trzeba. Nie, nie. Nie takie też, że nagle wpadł nam do głowy jesienny wypad w góry. Wolne po cichu. Bierzesz i zostajesz w domu. Co? Wyrzut sumienia gotowy, prawda?

Kilka wytycznych (z jesiennym przymrużeniem oka), jak wziąć jeden dzień urlopu w listopadzie.

1. Nie mów nikomu

Takie wolne po cichu też trzeba zaplanować. Bardzo skrupulatnie. Nie może się o nim dowiedzieć zbyt wiele osób. Po pierwsze – na bank znajdą ci ciekawe zajęcie. Zawsze coś trzeba odebrać, przekazać, za coś zapłacić, podejść gdzieś, gdzie się przez ostatnich kilka miesięcy nie podeszło.

Nie mów dzieciom. One z pewnością rozchorują się tego dnia. Naprawdę to działa! Zaprowadzasz małego człowieka do przedszkola o 9. Godzinę później, kiedy z kawą w ręce siadasz na kanapie, dostajesz telefon, że mały człowiek wygląda niewyraźnie i termometr to potwierdza. Wkładasz buty, które dopiero co ściągnęłaś i w drugą stronę. W tak zwane „z powrotem”. Koniec, kropka.

Nie mów też sobie samej. Trudne. Właściwie, najtrudniejsze. Może powiedz sobie tak na dzień przed. Tak, byś nic ambitnego w stylu: posprzątam pokój dzieci, nie zdążyła wymyślić. Pamiętaj: kilogramy zawartości z jajek niespodzianek nie znikną od tak sobie, chwilę zdumienia nad tarką ukrytą pod materacem syna też można przełożyć na potem, a niezliczona ilość dowodów na małe zbrodnie dziecięce – np. papierki po cukierkach i tak będą rosły w siłę. 

Nie mów ludziom, wobec których masz jakiekolwiek zobowiązania. Nienapisany tekst, zaległa kawa, wizyta u dentysty. Nie mów. Najtrudniej będzie ci z kawą u koleżanki. Bądź silna. Dasz radę. Nawet, jak ta serdeczna koleżanka ma najlepszą kawę w mieście. Spokojnie, napijesz się jutro, w biegu.

2. Pilnuj się w dniu urlopu. Kontroluj myśli. Będą cię wiodły na pokuszenie. Łazienka, kuchnia, wszelakie pomieszczenia wręcz będą wołały o twoją uwagę. Nie słuchaj tych głosów. W żadnym wypadku nie schodź do piwnicy!

3. Wyłącz komputer. Zaoszczędzisz dzięki temu sporo pieniędzy. Prawdopodobnie w ten jeden dzień najdzie cię fatalna myśl, by kupić wszystko, co migało ci na ekranie komputera od miesiąca. Będą to rzeczy zaczynające się na małej, przepięknie narysowanej książeczce, a kończące się powiedzmy na... stole i fotelu. 

Komputer wyłącz też, by nikt nie napisał nic w stylu: Co tam? Niegrzecznie będzie nie odpowiedzieć. 

Wyłącz, bo może się zdarzyć, że obejrzysz najnowszy spot ministerstwa zdrowia na temat promocji życia rodzinnego i będziesz musiała sprawdzać, jak szybko rozmnażają się króliki. Znasz siebie i wiesz, że nie da ci to spokoju do końca dnia.

4. Uważaj na ulicy. Ludzie będą się zastanawiać, dlaczego o 11 prawie w samo południe kupujesz pieczywo. A jeśli spotkasz kogoś z pracy, to umówmy się – twoje trampki i dres będą wyglądały podejrzanie. Tego dnia spaceruj raczej mniej uczęszczanymi trasami.

5. Pewnie, jak już odmówiłaś koleżance, wyłączyłaś komputer, z chrupiącą bułą dotarłaś do domu, myślisz: co teraz? I dobrze! Kontempluj ten moment! Ciesz się chwilą! Ta niewiedza to błogostan.

6. Nie rozmyślaj nad ważnymi rzeczami. Relacje z rodzicami, z teściami, relacje z dziećmi, z mężem. No cały worek klocków psychologicznych. Dziś nie posklejasz tego, co nieposklejane.

7. To samo dotyczy nierozwiązanych spraw z Panem Bogiem. Tego jednego dnia nie dokładaj nowych wezwań do litanii niewysłuchanych próśb. Niech i Pan Bóg ma coś z twojego wolnego.

8. Nie przejmuj się, że twoje odpoczywanie jest nieakceptowane w świecie. Słyszysz te głosy: Kto to widział, by tak odpoczywać? To niepoważne! Zatkaj uszy. 

9. Przypomnij sobie opowieść koleżanki o tym, jak kilka miesięcy temu została w domu. Z ciepłą herbatą w ręce czytała dawno nieprzeczytane strony. Przypomnij sobie, jak cię ukłuło w sercu z zazdrości. Pamiętasz?

10. Odpoczywaj. Tak, jak masz ochotę. Gotuj. Czytaj. Rozmyślaj. Biegnij przez las. Idź. I nie wiem, co jeszcze. Twoja sprawa.

Trochę to wszystko nawet zabawne. Trochę. Bo też i coś smutnego cieniem się na tym kładzie. Nie umiemy odpoczywać sami. Inni też nie dają nam przyzwolenia na taki rodzaj odpoczywania. Owszem, z dziećmi, z mężem, latem nad morze, jesienią w góry. To mieści się w jakieś konwencji. Wziąć urlop, by samotnie gapić się z kawą w ręce przez szyby kawiarni, gdzie w dali widać jesień... To domaga się –  przyznajmy – stuknięcia w czoło. Prawda czy fałsz?

Próbując odpowiedzieć na to pytanie: na to, że jest jesień i nie ma słońca, nie mamy wpływu, ale na to, czy wypijemy ową kawę w owym wielkim mieście, w kawiarni z widokiem na park, mamy. 

Ps. Wszelkie podobieństwo do znanych ci osób i zdarzeń jest przypadkowe. 

Ps. Czytelniku, jeśli nadal nurtuje cię pytanie, czy autorka felietonu przeżyła taki dzień, z przykrością donoszę, że nic mi na ten temat niewiadomo.