Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę! Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy [ich], pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka, nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego? Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych.

 

Kiedy pojawia się w rozmowie słowo „wesele”, od razu na myśl przychodzą nowożeńcy, goście weselni – wystylizowani, elegancko ubrani (w poszarpanych dżinsach przecież nie wypada!). Pojawiają się obrazy: kościół, obrączki, dom weselny i oczywiście dobrze grająca „kapela” , która umiejętnie zabawia gości.

Dzisiejsza perykopa biblijna, którą daje nam liturgia Kościoła, prezentuje Jezusową przypowieść o uczcie weselnej. Jednak ta przypowieść nie powinna nosić w sobie współczesnego wyobrażenia o weselach. Przywołując obraz uczty weselnej, Jezus mówi o Królestwie Bożym. W takim kluczu należy spojrzeć na dzisiejszą ewangelię. Śledząc tekst ewangelii, możemy zauważyć w niej pewne etapy wydarzeń, następujących po sobie: przygotowanie uczty, zapraszanie gości (a właściwie - przypominanie im o przybyciu w porę), reakcję zaproszonych gości, kara, jaka spotyka nieprzyjmujących zaproszenia, ponowne zapraszanie. Perykopę biblijną kończy opis biesiadników przy stołach i epizod z wyrzuceniem człowieka bez szaty godowej.

 Po lekturze tekstu, nawet pobieżnej, same nasuwają się pytania: po co król wysyła sługi, aż dwa razy? Dlaczego zaproszeni goście weselni odmawiają przybycia i posuwają się nawet do zabicia niektórych ze sług? Dlaczego król po tym wszystkim wysyła nadal sługi, aby sprowadzali wszystkich, niezależnie od ich kwalifikacji moralnych? I jak to naprawdę było z tą osobą bez stroju weselnego?

W kulturze Wschodu istniał zwyczaj, że tuż przed planowaną ucztą przypominano gościom o zaproszeniu. Perykopa biblijna pokazuje, że król dwukrotnie wysyła swoje sługi, bowiem goście zlekceważyli pierwsze przypomnienie. Drugie przywołanie też nie przynosi skutku – jedni idą na swoje pola, inni zajmują się swoimi interesami, jeszcze inni postanawiają pozbyć się „natrętów” i ich zabijają. Konsekwencje są tragiczne – król zabija zabójców, a miasto ich spala.

Po tych wydarzeniach słudzy zapraszają już wszystkich – i dobrych, i złych, byleby tylko zapełnić salę. Kiedy sala się zapełniła, pojawia się także przyjętym zwyczajem król. Wśród biesiadników zauważa osobę bez stroju weselnego. Brak odpowiedniego stroju w kulturze Wschodu oznaczał lekceważenie gospodarza. Dlaczego ów człowiek nie posiadał szaty godowej? Prawdopodobnie wszyscy biesiadnicy zebrani z różnych dróg i pól, przed wejściem na salę otrzymali odpowiednią szatę, on zaś sam musiał dostać się w jakiś inny, podstępny sposób. Za brak odpowiedniego przygotowania zostaje wyrzucony z uczty weselnej.

 Ewangelię kończą słowa: „Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych”. Niektórzy bibliści uważają, że ten wiersz jako konkluzja przypowieści powinien brzmieć: „Albowiem wielu jest wezwanych, lecz mało odrzuconych” (takie zdanie znajdziemy chociażby w przypisach Biblii Poznańskiej).

Wielu egzegetów tekst ten odnosi do Narodu Wybranego, który odrzucał napomnienia proroków. Chodził i zajmował się własnymi sprawami, nie bacząc na Królestwo Boże. Zburzenie miasta niegodnych gości z przypowieści przyrównywane jest ze zburzeniem świątyni jerozolimskiej i masakrą jej mieszkańców w 70 r.

     Jak zatem odnieść dzisiejsze Słowo Boże do współczesnego człowieka? Pan Bóg pragnie przestrzec, mnie i Ciebie, że nie wystarczy być tylko zaproszonym do Królestwa Bożego (zaproszenie skierowane w chwili przyjęcia sakramentu Chrztu św.), nie wystarczy próbować wdzierać się do niego, nie będąc godnym, nie mając szaty godowej.

     Pewnie każde dziecko wie, że na wielkie uroczystości (a niewątpliwie wesele taką okolicznością jest) nie przystoi człowiekowi kulturalnemu iść w poszarpanych dżinsach. Źle by to świadczyło o tej osobie, ale też  lekceważyłoby to organizatora imprezy. Podobnie jest i w Kościele – zgoła daleki jestem od ubioru zewnętrznego osób biorących udział w zgromadzeniach liturgicznych, choć w wielu przypadkach szczególnie w okresie letnim, pozostawia on wiele do życzenia. Strojem godowym, w sensie duchowym jest stan łaski uświęcającej. Moją szatą godową jest czystość serca i duszy. Po tym Pan Bóg nas rozpozna i uzna za godnych wiecznej uczty.