Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: Dziecko, idź dzisiaj i pracuj w winnicy! Ten odpowiedział: Idę, panie!, lecz nie poszedł. Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: Nie chcę. Później jednak opamiętał się i poszedł. Któryż z tych dwóch spełnił wolę ojca? Mówią Mu: Ten drugi. Wtedy Jezus rzekł do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wyście mu nie uwierzyli. Celnicy zaś i nierządnice uwierzyli mu. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć.

1. Plan

     Wiele razy przecież dodawało się na końcu zdania; „jak Bóg pozwoli”, czy „jeśli Bóg zechce”. Dzisiaj człowiek uzurpuje sobie bezwzględne prawo do rozporządzania samym sobą i nie chce słuchać, że jest jakiś Boży plan dla każdego z nas, który gwarantuje szczęśliwe życie doczesne i wieczne. Nie jest to też wyssane z palca, ale sam Bóg o tym mówi na kartach Pisma Świętego. Przytoczyć tu trzeba choćby za Jeremiaszem: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię.” [Jr 1, 5] Czy za Izajaszem: „Nie lękaj się, bo cię wykupiłem. Wezwałem cię po imieniu, tyś Moim!” [Iz 43, 1] Bóg bowiem dla każdego z nas przewidział konkretną drogę do nieba, konkretne powołanie, które gwarantuje nam najkrótszą drogę do nieba. Szczególnie zaś my – ochrzczeni, mamy wraz z pieczęcią chrztu świętego niejako „wdrukowany” w serce ów plan i GPS ustawiony na niebo. Tak za darmo, tak po prostu z miłości i od Miłości!

2. Iść – nie – iść

      Musimy więc w kontekście dzisiejszego Słowa odnowić w sobie świadomość życia w zgodzie z wolą Bożą, a nie być jak ów syn z przypowieści, który w pierwszym momencie mówi ojcu; „idę”, a w rezultacie nie wypełnia obietnicy. Na chrzcie św. nasi rodzice powiedzieli w naszym imieniu Bogu „idę”, a my poprzez przyjmowane sakramenty potwierdzaliśmy to wielokrotnie. Stąd potrzeba konsekwencji i jakiegoś wielkiego przebudzenia chrześcijan. Dlaczego to jest takie ważne? Gdyż konsekwencje nie trafienia w Boży plan przeznaczony dla nas, mogą być straszne. Od trudów i cierpień począwszy, aż do potępienia włącznie. Szczęście bowiem i pewność drogi do nieba gwarantuje właśnie ów plan. Przykład: Jeśli ktoś ma być z przewidzenia Bożego księdzem, a się ożeni, będzie miał o wiele trudniejszą drogę do nieba, niż na ścieżce kapłańskiej. Nie znaczy to, że Bóg mu nie będzie błogosławił, ale na drodze jego powołania Bóg uposażył go w dary i talenty, które cel życia pozwoliłby mu osiągnąć prościej, szybciej i owocniej. I tak z każdym powołaniem. Do małżeństwa, do konkretnego zawodu, czy stanu. Jeśli dzisiaj mamy rzesze nieszczęśliwych ludzi, nietrafionych wyborów i życiowych dramatów, to powstaje pytanie, czy owi ludzie, choć raz zapytali się Boga: „co chcesz, abym w życiu robił, czy robiła? Jakim mnie chcesz? Co masz dla mnie Boże, jaki plan?” W obecnych zaś czasach rośnie nam tłum nieszczęśliwych albo szczęśliwych fałszywie, krucho i na chwilę. Bo nie trafili w Boży plan, nie uwierzyli, że to gwarancja szczęścia.

      Widzę to bardzo mocno w mojej codziennej posłudze w nowicjacie, gdzie jestem wychowawcą. Towarzyszę kandydatom do kapłaństwa. Nie jest przecież tajemnicą, że spada bardzo liczba powołań w Polsce. Wielu pyta; skąd się to bierze? Szuka się wielkich i mądrych odpowiedzi. A tymczasem, jestem przekonany, że jest to związane z owym nie-trafieniem w Boże zamiary wobec człowieka. Bóg bowiem nie powołuje dzisiaj mniej ludzi niż dziesięć czy dwadzieścia lat temu. Problem jest w człowieku, który nie szuka Bożego planu dla siebie i nie pełni Jego woli. Podobnie jest w małżeństwach, które się rozpadają! Ile osób w narzeczeństwie pyta dzisiaj: czy Boże Ty chcesz, żebym z tą osobą spędził czy spędziła całe życie? Zagubiliśmy zdecydowanie, wrażliwość serca na to, co Bóg przygotował dla nas!

3. Podpowiedź

      Przy innej okazji Jezus bardzo jasno w Ewangelii podpowiedział nam, co robić, by wolę Bożą wypełnić i zostać zbawionym. A było to tak:

     Przyszli do Jezusa Jego Matka i bracia, lecz nie mogli dostać się do Niego z powodu tłumu. Oznajmiono Mu: Twoja Matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą. Lecz On im odpowiedział: Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je.

     I to jest właśnie klucz do całej sprawy. Słuchać słowa i je wypełniać, a wtedy stajemy się najbliższymi Jezusa. Być „krewnym” Boga samego! Czyż to nie jest jakaś wielka sprawa! Jakieś nieogarnione bycie w tym, który jest Miłością! Jeśli więc słuchamy Słowa, jeśli to Słowo kochamy i przy tym Słowie – choć może nieraz trudno nam tak po ludzku, tak życiowo – trwamy, to stajemy się najbliższymi Jezusa z Nazaretu. Możemy być więc pewni, że kiedy przyjdzie czas, On sam przyzna się do nas przed Ojcem.

      Życzę więc wszystkim, którzy jeszcze szukają swojego miejsca w życiu, by trafili w ów Boży plan, a wszystkim nam, którzy już odnaleźliśmy drogę w życiu, wiernego trwania i spotkania w niebie. Mam nadzieję, że właśnie tam, razem z naszym Panem, Matką Najświętszą i Świętymi, będziemy mogli wrócić do tematu.