Jezus powiedział do swoich uczniów: „Podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić. A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie”.

 

Mamy składać świadectwo właśnie wśród tych, którzy nas nie lubią, izolują, oceniają. Wśród „uwięzienia” w problemach, w tym, że się po ludzku wali, że nadzieje się nie spełniają, że ukochana osoba się odwraca, rani; w tym, że my sami krzywdzimy, upadamy, zawodzimy innych i siebie... I jak być tu świadkiem Jezusa?

Nie obmyślać obrony, wystawić się, ufając, że tylko On może przyjść z pomocą, zrezygnować z obmyślania, jak sobie poradzić... Dopiero wtedy Chrystus obiecuje, że przyjdzie i poprowadzi, bo inaczej nie ma dla Niego miejsca.