Potem jesteśmy z siebie tacy dumni, że daliśmy radę, że wyczekaliśmy, często od 3 nad ranem, jak hipsterska młodzież po nowy model trampek w modnym butiku w Warszawie. Ciut nie święci, tacy cierpliwi.

Gdy przychodzi jednak do spraw poważniejszych to okazuje się, że ta nasza legendarna cierpliwość, hardość charakteru gdzieś znika. W dzisiejszych czasach potrafimy być wielcy w sprawach małych i mali w sprawach fundamentalnych. Potrafimy jechać na drugi koniec Polski za ulubioną drużyną piłkarską, ale mamy już problem, żeby wyręczyć żonę w usypianiu dziecka, kiedy ono ząbkuje. Ilu znam mężczyzn, którzy w takich chwilach nagle mają nadgodziny, delegację, albo po prostu muszą się „zresetować”. To jest chyba nasza cywilizacyjna przypadłość. Świat pobiegł naprzód, jesteśmy wszyscy równi w prawach i obowiązkach. Kościół wymazał z przysięgi małżeńskiej zobowiązanie kobiety do posłuszeństwa na początku XX wieku, ale nadal żyjemy tym patriarchalizmem, że jak dziecko płacze to trzeba je czym prędzej oddać mamie, czyli żonie. Oczywiście daleki jestem od jakiegokolwiek uogólniania, ale jednak takie zjawisko daje się zauważyć.

Bardzo często mężczyźni tłumaczą się tym, że przecież oni pracują, zarabiają pieniądze, wracają zmęczeni do domu i pewnie to wszystko jest prawda, ale zobowiązanie rodzinne to nie tylko wypłata i wspólne weekendy, o ile są, ale przeskoczenie ponad tym tradycyjnym, znów przez małe te, spojrzeniem na życie rodzinne. Ostatnio dałem moim uczniom w gimnazjum, a uczę historii i wiedzy o społeczeństwie, pracę domową, która oparta była o historię mężczyzny, który był tak świetnym pracownikiem, że wyrabiał wszystkie nadgodziny, a jednocześnie chciał być wzorowym ojcem. Zadaniem było wskazanie na czym polega konflikt ról w tej sytuacji. Kiedy zapytałem ich co zrobić, żeby konfliktu nie było to większość wskazała wprost, żeby renegocjować umowę z pracodawcą, nawet za cenę niższych zarobków. To było wielkie odkrycie czegoś banalnego. Przecież każde dziecko chce mieć jak największy kontakt z obojgiem rodziców, a uczniowie postawili się w miejscu dzieci tego przykładowego pana. Proste rozwiązanie, ale jednocześnie najtrudniejsze. Jak mamy w dzisiejszych czasach ograniczać etaty, gdy większość ma kredyty hipoteczne, wiążą koniec z końcem, a nawet jeśli nie to pokutuje takie przekonanie, że muszę pracować, żeby mojemu dziecku było łatwiej w przyszłości. Czy ono za to podziękuje ojcu, którego przy nim nie będzie?

Czasu nie będziemy mieli już nigdy więcej niż w tej chwili tu i teraz. Czasami może warto cierpliwie posiedzieć przy łóżku dziecka, pomóc żonie, nawet za cenę opuszczenia sobotniego meczu. Męstwo to nie bar z kolegami i pokrzykiwanie na sędziego na stadionie, ale codzienne, cierpliwe trwanie przy wartościach, które przez fakt, że są skrajnie niepopularne, prowadzą nas do prawdziwego szczęścia – świętości, która nie jest domeną marmurowych figur uśmiechniętych gości sprzed kilkuset lat, ale zadaniem, którego jeśli nie wykonamy to stracimy wieczność. Bądźmy więc święci!