Jakiś czas temu widziałem w Internecie ciekawy filmik. Był to fragment programu amerykańskiej telewizji z lat 70, w którym ksiądz przeprowadzał wywiad z sędziwym cystersem. Ksiądz mówił bardzo dużo i szybko. W krótkim czasie zadał mnóstwo pytań. “Jak mam się modlić? Jaka droga modlitwy jest najlepsza? Jak pokonać wszystkie rozproszenia, które pojawiają się w czasie modlitwy?” I tak dalej…

Stary cysters z uśmiechem słuchał tego potoku słów, a na wątpliwości księdza odpowiedział krótko: “Usiądź i zamknij się!”. 

To chyba najkrótsza i zarazem najmądrzejsza porada dotycząca modlitwy, jaką słyszałem. Nie trzeba dużo więcej, niż usiąść i zamknąć się, to znaczy stworzyć w swoim sercu przestrzeń ciszy. 

Cisza rodzi zmaganie. Trzeba się do niej dostroić, tak jak wzrok powoli przyzwyczaja się do widzenia w ciemności. 

Może się wydawać, że trwanie w ciszy na modlitwie to marnotrawienie czasu. Jednak bez ciszy, nie będziemy nigdy w stanie usłyszeć tego, co chce powiedzieć do nas Bóg. Chyba, że to my chcemy na modlitwie mówić Bogu jak ma być i przekonywać, że to jednak może my mamy rację. 

Trwanie w ciszy na modlitwie to najwyższy jej stopień. Oznacza to, że jesteś w relacji z Bogiem ze względu na Niego samego, a nie na to, co możesz od niego otrzymać. 

Ucz się milczenia na modlitwie. Bycia, trwania, słuchania. 

A jeśli nie wiesz jak się za to zabrać, posłuchaj rady starego cystersa: “usiądź i zamknij się”.