Czy podoba Ci się ta Biblia?

- Tak.

A co najbardziej?

- O Goliacie.

Dlaczego o nim?

- Bo był zły.

Jak się kończy ta historia?

- Dobrze.

Czyli jak?

-Goliat był zbity.

Przez kogo?

- Dawida. Miał procę i umiał dobrze strzelać kamieniami.

Która historia Ci się jeszcze podobała?

- O stworzeniu świata. Fajne są zwierzęta. Krokodyle.

Podobają Ci się rysunki w tej książce?

- Tak, są fajne. Kolorowe. A podobało mi się jeszcze o Danielu i o lwach. Ja jestem lwem.

A jakie są te lwy?

- Dobre i złe.

To znaczy?

- Chciały zjeść Daniela, ale były też miłe i się z nim bawiły.

A kto przemienił ich serce?

- Bóg.

A jaki jest Bóg w tej Biblii?

- Dobry. I zły.

Zły?

- Bo robi wyganianie ludziom.

?

- No z raju!

To nie znaczy, że jest zły. Zdenerwował się na ludzi, bo go nie słuchali. Mama też się czasem na Ciebie denerwuje, kiedy jej nie słuchasz, chociaż nie jest złą osobą.

- Aha.

 

Dobrych kilka tygodni później z bliskimi znajomymi odbyła się w pewnym domu rozmowa o dzieciach i ich niechęci do kościoła, mszy św. i sprawach tym podobnych. Warto zaznaczyć, że wszystkie te rodziny są zaangażowane w życie wspólnoty parafialnej, na co dzień żyją wiarą, są prozaicznie normalne: mają pracę, przyjaciół, w soboty robią czasami grilla. A ich dzieci? No cóż. Wrzeszczą w kościele na całe gardło, że nudno. Pytają bez żadnych zahamowań: kiedy to się wreszcie skończy? I podobne: kiedy idziemy do domu? Mocno wahają się, czy wrzucić monetę do koszyka ministrantowi, czy raczej wyciągnąć tych kilka, które już tam są. Uprzedźmy: z tymi dziećmi też jest wszystko w porządku.

Oszczędźmy sobie również doszukiwanie się winy w tekście Ewangelii, która może być niezrozumiała dla przedszkolaka (ma prawo), ani w księdzu, który faktycznie nie ma daru przemawiania do maluchów (czy ma prawo, czy nie, trzeba samemu rozstrzygnąć). Dzieci to dzieci, już. Ot, taka mądrość. Nawet nie ludowa, a ogólnoludzka. 

Zdarza się jednak, że dzieci chcą o tym Jezusie, o Jonaszu ze Starego Testamentu, o Goliacie i Dawidzie, o Noe. Zdarza się, że  dzieci nie rezygnują, że nie dają za wygraną i targują się przed wieczornym spaniem nie o jedną, a o dwie historie. O co tu chodzi?

O wszystko. O formę, o grafikę, o język, o dobrze poprowadzoną narrację. Znajdziemy te elementy m.in. w książeczce dla dzieci, która całkiem niedawno ukazała się nakładem wydawnictwa AETOS „Z Jezusem przez Biblię. W każdej opowieści słychać jego imię”. Na pierwszy rzut oka w dosłownym znaczeniu lektura z małym czytelnikiem zyskuje jego sympatię dzięki rysunkom. W końcu coś odbiega od infantylnej, disneyowskiej stylistyki. Postacie są barwne i kolorowe, ale zupełnie inne, niż dotąd nam znane z różnych religijnych książeczek. Widzimy ich emocje: radość, złość, smutek, gniew, wstyd. Oglądamy je na kartach, które możemy przeglądać pod wieloma kątami. Książeczkę trzeba odwracać na jeden bok, na drugi, a czasem do góry nogami. Maluchy uwielbiają takie bycie w relacji z lekturą.

Kolejne miłe zaskoczenie pojawia się, kiedy zaczynamy czytać.  Przecież doskonale znamy już historię o Stworzeniu Świata, Arce Noego, czy o Bożym Narodzeniu. Ale. Do tej pory żadna z nich nie miała tak fascynujących tytułów jak np. „uciekinier”.  Historia pt. Stworzenie Świata to opowieść: „Początek: najwspanialszy dom”, a o Bożym Narodzeniu nosi tytuł: „Światło dla całego świata”. Język jest mocną stroną książki. Historie są opowiedziane barwnie, prosto, tak, by najmłodszy czytelnik zrozumiał, co wydarzyło się naprawdę. A całość jest opowieścią o nadejściu wspaniałego Króla. Jego postać jest przywołana w każdej, dosłownie każdej historii. Jest klamrą, która spina całość. Zatem, nawet dla dorosłych, którzy może mają problem, by połączyć opowieść „Prezent” (to o Abrahamie, który składa w ofierze własnego syna) z historią „Słońce nagle zgasło” (o ukrzyżowaniu), to z pewnością po lekturze książki i oni lepiej zrozumieją, co od tysięcy lat mówi do nich Bóg.

Małemu czytelnikowi błyszczą oczy. Są tu i lwy: na jednej stronie głośne, ryczące, a na kolejnej przytulające się do człowieka .Jest uciekinier - smutny syn, który wraca do domu, jest Piotr i prawdziwa burza na jeziorze, są w końcu ogromne zęby w paszczy wieloryba i Jonasz. Czytanie z dziećmi opowieści biblijnych to nie jest pomysł na całe życie, bo i one aż tyle nie będą dziećmi i my tego aż tyle nie będziemy potrzebowali. Może jednak ten jeden Wielki Post tak przeżyć? Z historiami, które mrożą krew w żyłach i które czyta się jak najlepszą książkę przygodową. Ten jeden raz, by przetrwać wewnętrzny marazm duchowy, właściwie bez wychodzenia z domu. Dosłownie: w kapciach i w piżamach.