Gdy nadszedł czas, posłał do rolników sługę, by odebrał od nich należną część plonów winnicy. Ci chwycili go, obili i odprawili z niczym. Wtedy posłał do nich drugiego sługę; lecz i tego zranili w głowę i znieważyli. Posłał jeszcze jednego, i tego zabili. I posłał wielu innych, z których jednych obili, drugich pozabijali. Miał jeszcze jednego – umiłowanego syna. Posłał go do nich jako ostatniego, bo mówił sobie: „Uszanują mojego syna”. Lecz owi rolnicy mówili między sobą: „To jest dziedzic. Chodźcie, zabijmy go, a dziedzictwo będzie nasze”. I chwyciwszy, zabili go i wyrzucili z winnicy. Cóż uczyni właściciel winnicy? Przyjdzie i wytraci rolników, a winnicę odda innym. Nie czytaliście tych słów w Piśmie: „Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił i jest cudem w naszych oczach”. I starali się Go ująć, lecz bali się tłumu. Zrozumieli bowiem, że przeciw nim opowiedział tę przypowieść. Pozostawili Go więc i odeszli.

 

Tak wielu dzisiaj się pyta o przyszłość Kościoła, ocenia przy pomocy różnych nauk, orzeka „śmiertelną chorobę” Kościoła i wypisuje własne recepty na Jego funkcjonowanie. Wielu też odwraca się od przykazań lub próbuje je zmieniać, „uwspółcześnić”. Znają Pismo Św. i są świadkami znaków czasu; nie mogą jednak, bądź nie chcą, zobaczyć Autora.

Tymczasem trwać w Winnicy Pana, w Kościele, oznacza uczyć się pokory i spełniać Jego wolę. Znać Właściciela winnicy osobiście. Nie chodzi tylko o to, by widzieć oczami, dotknąć palcami, zrozumieć umysłem. Trzeba przyjąć sercem. Stać się posłusznym bez reszty Temu, który zawsze zwycięża, przynosi pokój i życie w każdym czasie.