Bracia: Mając dokoła siebie takie mnóstwo świadków, zrzuciwszy wszelki ciężar, a przede wszystkim grzech, który nas łatwo zwodzi, biegnijmy wytrwale w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i zasiadł po prawicy na tronie Boga. Zważcie więc na Tego, który ze strony grzeszników tak wielką wycierpiał wrogość wobec siebie, abyście nie ustawali, załamani na duchu. Jeszcze nie opieraliście się aż do krwi, walcząc przeciw grzechowi.

 

„Jeszcze nie opieraliście się aż do przelewu krwi, walcząc przeciw grzechowi”.

Niesamowicie mnie dotknęły te słowa. Wiele razy czytałem wcześniej List do Hebrajczyków, ale nigdy nie zwróciłem uwagi na ten werset. Co tak naprawdę zrobiłem, żeby walczyć i zwyciężyć walkę ze swoim grzechem? Na ile radykalne kroki podjąłem, żeby się to udało? Z czego byłem gotów zrezygnować, żeby wygrać? Czy aż do przelewu krwi? 

Często jako spowiednik słyszę: „proszę księdza, już mam dość tej walki. Nie da się tego grzechu pokonać. To nie ma sensu”. A co zrobiłeś, żeby wygrać tę walkę? Walczyłeś już do przelewu krwi? Mówisz:

- nie mogę rzucić palenia. A rzuciłeś je dzisiaj i wyrzuciłeś paczkę w tym momencie do kosza?

- stale przeklinam. A postanowiłeś, że za każde przekleństwo złotówkę oddasz na potrzebujących?

- ciągle wracam do oglądania pornografii. A odciąłeś dostęp do Internetu?  

- zapominam o modlitwie. A postanowiłeś, że nie pójdziesz spać, jak nie przeczytasz rozdziału Biblii i napisałeś kartkę z przypomnieniem i przykleiłeś do lustra?

Pytanie stawiane dzisiaj przez Boga jest nad wyraz konkretne: „Czy przelałeś już trochę krwi, walcząc przeciw grzechowi”?