Jezus powiedział do tłumów: „Z kim mam porównać to pokolenie? Podobne jest ono do przebywających na rynku dzieci, które przymawiają swym rówieśnikom: «Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie zawodzili». Przyszedł bowiem Jan: nie jadł ani nie pił, a oni mówią: «Zły duch go opętał». Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije, a oni mówią: «Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników». A jednak mądrość usprawiedliwiona jest przez swe czyny”.

 

Przyszedł Jan. Nie jadł, nie pił, ale wołał: "Prostujcie ścieżki dla Pana!". Odziany w skórę i pas, żywił się tylko szarańczą i miodem i przebywał na pustyni. Jan taki nieprawdopodobnie oddany Panu Bogu, a oni mówili, że zły duch go opętał.

Jan powiedział: żyję po to, bym ja się umniejszał, a Chrystus wzrastał. A Ty chcesz, by Twoi bliscy żyli Panem Bogiem? No pewnie, że chcę! Więc godzisz się na to, byś Ty się umniejszał? Umniejszać się to stanąć w prawdzie o samym sobie. Pozwolić, by inni zobaczyli we mnie dziecko, pozwolić dostrzec swoją bezradność, małość. Ukazać to, co się w naszej pysze, w grzechu rozpaczliwie ukrywa. Może dlatego wokół nas tyle zła, bo boimy się tej prawdy o sobie, że każdy chce być wielki. A jedynym ratunkiem dla człowieka pysznego jest pokora i umniejszanie.

Z drugiej strony zobaczcie, Moi Drodzy, że św. Jan Chrzciciel nie bał się zwracać uwagi komukolwiek. My boimy się, co powie córka, jak jej zwrócę uwagę, że żyje bez ślubu; co powie syn, jak mu zwrócę uwagę, że nie wierzy i jest poganinem. co pomyśli sobie kolega, gdy mu powiem, że skończy w piekle, bo jest z dala od Boga. A św. Jan napominał i ludzi prostych, i ludzi wielkich. Nie bał się. Potrafił nawet pójść do Heroda i powiedzieć mu otwarcie, co Bóg sądzi o jego grzesznym postępowaniu. Mądrość Jana Chrzciciela była ukryta w jego czynach, w jego oddaniu Bogu, w jego walce o każdego człowieka.