Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz. Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: „Zaprawdę powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie”.

 

Uboga wdowa jak czytamy w dzisiejszej Ewangelii „wrzuciła wszystko”. W dokładnym tłumaczeniu „rzuciła swe całe środki na życie”. Niewiele wiemy o ubogiej wdowie. Nie znamy jej imienia, nie wiemy kim tak na prawdę była, czym się zajmowała, jaki miała charakter, kim był jej mąż, czy miała dzieci, itp. To co wiemy, to że przyszła do Świątyni, aby do skarbony wrzucić „dwa pieniążki, czyli jeden grosz”. 

Czytając słowa Ewangelii na myśl przychodzi scena z pierwszego czytania, kiedy to inna uboga wdowa zbierała drewno, by wypiec ostatni w swym życiu placek z ostatniej garści mąki, a potem umrzeć z własnym dzieckiem z głodu. Niespodziewana prośba proroka Eliasza, ogałaca wdowę z ostatniej garści mąki.

Dzisiejsze czytania stawiają przed nami dwie dzielne kobiety. Obie wdowy, obie tak bardzo ubogie, żyjące na skraju nędzy, na skraju życia i śmierci. Gotowe oddać wszystko, świadome tego, że w ich życiu, pomimo niesprawiedliwego ubóstwa, jest jeszcze coś, a właściwie ktoś, większy aniżeli rozpacz czy pogarda, których doświadczały po śmierci ich mężów. Wdowa z Sarepty spotyka proroka Eliasza, wdowa z Jerozolimy spotyka Jezusa. Ta pierwsza słyszy słowo nadziei „Nie bój się”, ta druga w swej skromności pewnie nie wie nawet, że patrzy na nią największy z proroków.

Jak często i dziś spotykamy ubogie wdowy, ludzi tak biednych, tak bardzo nieznaczących. Spór o ubogich, odrzuconych, obcych wśród swoich powraca w różnych dyskusjach niemal każdego dnia. 

Dzisiejsze czytania wzywają nas do dzielenia się z innymi. Współczesna mentalność na różne sposoby przekonuje każdego z nas, że trzeba mieć w banku konto, modne ubrania, dobry samochód, itp. Posiadanie nie jest złe, przeciwnie, Ewangelia uczy, że „kto ma temu będzie dodane, tak, że nadmiar mieć będzie” (Mt 25,29).  Nie w statusie ekonomicznym leży problem dzisiejszego świata, ale w tym, że wciąż dzielimy się własnymi dobrami w sposób niewystarczający. Brakuje nam otwartości na drugiego człowieka, zwłaszcza ubogiego, często mówiącego innym językiem, wyznającego może inne wartości. Przekonani o własnej wartości jakże często ofiarujemy innym z tego co nam zbywa. Czasami nawet nie dajemy nic. Bywa i tak, że nie dzielimy się z innymi sobą, własnym czasem, dobrami, bo wydaje się nam, że nic nie znaczymy, bo boimy się, że będziemy ocenieni, że raz dając, usłyszymy kolejne prośby, kolejne wołanie potrzebujących. W ten sposób bezsensowny lęk paraliżuje w nas dobro, zamyka nas na innych, podcina możliwość działania. Wszystko to dlatego, że zapominamy, że z siebie niewiele dać możemy, że to czym się dzielimy jest zawsze darem, jaki ktoś wcześniej nam ofiarował. 

Pięknie komentuje dzisiejszą perykopę Ewangelii Św. Jan Chryzostom stwierdzając: „Wdowa wrzuciła do skarbony jedynie dwa małe pieniążki, Pan jednak nie dał jej zapłaty wartej tylko dwa pieniążki. Dlaczego tak się stało? Dlatego że, On nie zwraca uwagi na wielkość kwoty, ale na bogactwo jej serca. Jeśli bowiem policzysz jej pieniądze, to jej bieda jest doprawdy wielka, ale gdy przyjrzysz się dokładniej jej intencji, dostrzeżesz skarb hojnego serca”.

Ostatecznie nagroda jaką za hojny dar serca otrzymały obie wdowy z pewnością przerosła ich serca. W przypadku wdowy z Sarepty „Dzban mąki nie wyczerpał się i baryłka oliwy nie opróżniła się”, natomiast wdowa z Świątyni w Jeruzalem, najprawdopodobniej, podobnie jak uczniowie i inni tam przebywający usłyszała słowa Jezusa „wrzuciła najwięcej ze wszystkich”.