Kiedy Jezus umył uczniom nogi, powiedział im: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Sługa nie jest większy od swego pana ani wysłannik od tego, który go posłał. Wiedząc to, będziecie błogosławieni, gdy według tego czynić będziecie. Nie mówię o was wszystkich. Ja wiem, których wybrałem; lecz trzeba, aby się wypełniło Pismo: „Kto ze Mną spożywa chleb, ten podniósł na Mnie swoją piętę”. Już teraz, zanim się to stanie, mówię wam, abyście gdy się stanie, uwierzyli, że Ja jestem. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto przyjmuje tego, którego Ja poślę, Mnie przyjmuje. A kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał».

 

Przyszła do mnie taka myśl odnośnie tego, co bym zrobił, gdybym wiedział, że jutro umrę. Jaką zostawiłbym spuściznę, przesłanie? Jezus dzień przed śmiercią umywa uczniom nogi i pyta, czy rozumieją ten gest. Zdarzyło mi się umywać nogi moim dzieciom w Wielki Czwartek i wiem, ile mnie to kosztowało upokorzenia i walki ze sobą. Ja tu taki ważny ojciec, budujący autorytet na wiedzy, władzy i sile, nagle klękam i myję nogi – co za sprzeczność. Czy na pewno? Jezus, wykonując gest obmycia, mówi, że jest sługą TEGO, który Go posłał – Ojca. Mało tego. Mówi, że wchodząc w postawę sługi, będę błogosławiony. Szaleństwo?!

Chcę dziś na nowo wejść w tę postawę. Jeśli sobie z kimś od lat nie radzę i nie widać żadnych perspektyw na poprawę, to może nadszedł czas na umycie temu komuś nóg...