Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien. I mówił do nich: Gdy do jakiego domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakim miejscu was nie przyjmą i nie będą słuchać, wychodząc stamtąd strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich. Oni więc wyszli i wzywali do nawrócenia. Wyrzucali też wiele złych duchów oraz wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.

 

Świat przyzwyczaja nas do tego, że aby dobrze funkcjonować w życiu, musimy mieć wszystko zabezpieczone. Nie można sobie pozwolić na to, żeby bez grosza wyjść na miasto, bo gdyby coś się stało... Nie można pozwolić sobie na to, żeby nie wiedzieć tego, co o mnie mówią w pracy, w szkole, bo nie daj Boże źle mówią.

Nie można sobie pozwolić na to, żeby nad jakąkolwiek sferą swojego życia nie panować, żeby nie mieć władzy. Tymczasem w dzisiejszej Ewangelii słyszymy, że Jezus wysyła Apostołów bez chleba, torby i pieniędzy. Nie mają nawet drugiej szaty na zmianę. Po ludzku patrząc, wychodzą kompletnie bezsilni. Taki sposób głoszenia Dobrej Nowiny teoretycznie nie ma szans powodzenia. Chrystus wyposaża ich jednak w coś o wiele cenniejszego - oni idą ze świadomością Bożej obecności. Bez wiary w towarzyszącą im moc Bożą nie wyrzucaliby złych duchów, ani nie uzdrawialiby chorych. Bez zaufania Bożej Opatrzności nie wyszliby tak bez niczego do obcych ludzi, narażając się jeszcze przy tym na obelgi. To wszystko sprawia, że Apostołowie są autentycznymi świadkami.

Ostatnio mówi się sporo o różnych akcjach ewangelizacyjnych - szczególnie teraz, w Roku Wiary. Wielu ludzi daje z siebie więcej, żeby wyjść na ulice miast i głosić Dobrą Nowinę szczególnie tym, którzy nie wierzą w Chrystusa. A może warto zacząć od "letnich" serc? Może warto zacząć od nawrócenia swojego własnego serca? Może warto okazać się bezsilnym i odrzucić ludzkie zabezpieczenia? Może warto zawierzyć swoje życie i swoją przyszłość Bożej Opatrzności? Takich autentycznych świadków Chrystus potrzebuje także dziś.