Jezus, widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce niemające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo». Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy – Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził. Tych to Dwunastu wysłał Jezus i dał im takie wskazania: «Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego. Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie».

 

Gdy za kilka tygodni w naszej Ojczyźnie rozpoczną się żniwa, ktoś porównując to, co działo się na naszych wsiach 20 – 30 lat temu, może powiedzieć, że dziś to już i żniwo małe, i robotników mało. Coraz więcej pól stoi odłogiem, coraz więcej rolników takich z dziada pradziada mówi: dziś już się to nie opłaci. Zatem na naszych polach żniwa coraz mniejsze i żniwiarzy coraz mniej.

Także patrząc na współczesnych chrześcijan, można by przyłożyć podobny szablon. Żniwo małe, bo coraz mniej zainteresowanych żniwami dla królestwa Bożego, i robotników mało, bo widzimy, że z roku na rok mamy coraz mniej duchownych i świeckich zaangażowanych w to żniwo.

A jednak kolejny raz przekonujemy się, że Ewangelia jest ciągle aktualna. Żniwo jest wielkie, bo królestwo Boże to wielka sprawa. To królestwo obejmujące wszystkie epoki, czasy, szerokości geograficzne, kultury i narody. Dlatego to żniwo będzie zawsze wielkie, w każdym czasie. Gorsza sprawa jest właśnie z tymi robotnikami. Jest ich mało. Proście Pana żniwa, żeby posłał robotników na żniwo swoje. A może mamy deficyt także i tych, którzy proszą, modlą się o to, aby nie zabrakło robotników we wspólnocie Kościoła, w królestwie Bożym. Kiedy ostatnio modliliśmy się za kapłanów? Kiedy ostatnio modliliśmy się w intencji innych ludzi, chociażby obecnych w kościele? Zdajemy sobie sprawę z tego, że najłatwiej jest przyjść do kościoła i pomodlić się w swoich intencjach, w intencji swoich dzieci. A ile razy zdarzyło się nam, że siedząc czy stojąc w kościele, pomodliliśmy się za sąsiada z bloku siedzącego obok czy za sąsiadkę, która już nie chodzi do kościoła, albo w intencji księdza, który odprawia Mszę św.?

A czy mamy świadomość, że także my swoim życiem głosimy królestwo Boże? Czy ktoś, patrząc na nasze życie, słuchając naszych słów, zechce dołączyć do żniwa, zechce dołączyć do Kościoła, do królestwa niebieskiego? Cudownie byłoby, gdyby kiedyś Pan Bóg powiedział do nas: „Oto ten człowiek, oto ci ludzie, którzy dzięki twojemu słowu, dzięki twojemu świadectwu dołączyli do mojego królestwa, dołączyli do mojego żniwa".

Dlaczego dziś coraz mniej ludzi zaangażowanych w to żniwo, dlaczego coraz mniej powołań do kapłaństwa? Czy Pan Bóg dziś już nie powołuje z taką intensywnością jak kiedyś? Wzywa i powołuje, tylko dziś ten głos Boga, głos powołania jest bardziej zagłuszany. Dziś wielu mówi do nas „Pójdź za mną”, zachęca nas do swojego żniwa, czasem wydaje się ono atrakcyjniejsze, bo mniej wymagające.

Dziś słyszymy w Ewangelii imiona wybranych. Chciejmy tam usłyszeć także swoje imię. Nie idźcie do pogan… Idźcie raczej do owiec, które poginęły… Mamy iść do tych, którzy poginęli. Nie trzeba ich szukać daleko, na innych kontynentach. Mieszkają na naszych ulicach, w naszych blokach, a może i w naszych mieszkaniach. Mamy przypominać im podstawowe prawdy wiary. Podstawowe. Bo dziś potrzeba nowej ewangelizacji. Takiej pracy u podstaw. Wystarczy na ulicy zadać przechodniom proste pytanie religijne, wystarczy, by w jakimś teleturnieju prowadzący zadał pytanie z kategorii religia, chrześcijaństwo, wystarczy, że do domu przyjdzie świadek Jehowy, coś powie, a my… nie umiemy odpowiedzieć, wyjaśnić mu, gdzie się myli, wyjaśnić mu naukę Chrystusa, Kościoła. Tyle lat katechezy, na półce Pismo św.

Wiarą mamy się dzielić. Za darmo ją otrzymaliśmy, dlatego tym bardziej nie możemy jej zatrzymywać dla siebie, powinniśmy się nią dzielić. Wiara jest to jedna z niewielu rzeczywistości, która gdy się dzieli, to się mnoży. Taki paradoks. Gdy dorastający syn widzi swego silnego ojca, jak zgina kolana do modlitwy, to on wtedy wie, że jest Ktoś, przed kim nawet jego ojciec uklęknie. Kiedy małe dziecko widzi modlących się rodziców, idzie z nimi w niedzielę do kościoła, to ono ma właściwe świadectwo, które skuteczniej zachęci do modlitwy niż prośby czy groźby. Dziś przeminął już czas nauczycieli wiary. Dziś jest czas i zapotrzebowanie na świadków wiary. Bądźmy zatem apostołami Jezusa Chrystusa, idąc i głosząc, bo żniwo ciągle jest wielkie.