Uczniom Jezusa przyszła myśl, kto z nich jest największy. Lecz Jezus, znając myśli ich serca, wziął dziecko, postawił je przy sobie i rzekł do nich: „Kto przyjmie to dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmie, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki”. Wtedy przemówił Jan: „Mistrzu, widzieliśmy kogoś, jak w imię twoje wypędzał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodzi z nami”. Lecz Jezus mu odpowiedział: „Nie zabraniajcie; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami”.

 

„Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki”. Uczniowie mają problem – nie wiedzą, kto jest największy. Okazuje się, że największy jest ten, kto jest najmniejszy przed Bogiem, kto jest po prostu dzieckiem. Czyli ten, kto nie boi się zapytać, kto nie ukrywa, że jest czasem bezradny, kto przyznaje, że popełnia błędy itd. Sukcesem w życiu ucznia Chrystusowego jest więc dojście do postawy dziecka, czyli jakby cofnięcie się! Jest to optymalna, najbezpieczniejsza z możliwych opcji.

Święta Tereska od Dzieciątka Jezus mówiła, że dzieci są zbyt małe, by mogły sobie zrobić poważną krzywdę. Największą krzywdę robimy sobie właśnie wtedy, gdy chcemy być wielcy, dorośli, gdy jesteśmy napuszeni i samowystarczalni.

Święty Hieronimie, uchroń nas od takiej postawy! Naucz nas nie bać się być dziećmi przed Bogiem. Amen.