Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: Nie płacz! Potem przystąpił, dotknął się mar - a ci, którzy je nieśli, stanęli - i rzekł: Młodzieńcze, tobie mówię wstań! Zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce. A wszystkich ogarnął strach; wielbili Boga i mówili: Wielki prorok powstał wśród nas, i Bóg łaskawie nawiedził lud swój. I rozeszła się ta wieść o Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie.

 

 

Śmierć odebrała jedynego bliskiego człowieka, którego mogła kochać ta wdowa. Nie prosiła o nic Mistrza z Nazaretu. Wiedziała, że śmierć jest kresem. Cóż on może zrobić? On jednak zobaczył jej ból. Łzy świadczą, że bardzo kochała swoje dziecko. „Oddał” syna z powrotem matce. On Pan życia i śmierci nie cieszy się, gdy ktoś umiera. Stworzył wszystko, by było. Zobaczył miłość do dziecka w oczach wdowy. On nie odmawia kochającemu. Nie chce śmierci lecz zmartwychwstania. Dlatego mówi „wstań”.

Wierzę, że kiedyś też mi tak powie…