Sami wiecie, bracia, że nasze przyjście do was nie okazało się daremne. Chociaż ucierpieliśmy i – jak wiecie – doznaliśmy zniewagi w Filippi, odważyliśmy się w Bogu naszym głosić wam Ewangelię Bożą pośród wielkiego utrapienia. Upominanie zaś nasze nie pochodzi z błędu ani z nieczystej pobudki, ani z podstępu, lecz jak przez Boga zostaliśmy uznani za godnych powierzenia nam Ewangelii, tak głosimy ją, aby się podobać nie ludziom, ale Bogu, który bada nasze serca. Nigdy przecież nie posługiwaliśmy się pochlebstwem w mowie – jak wiecie – ani też nie kierowaliśmy się ukrytą chciwością, czego Bóg jest świadkiem, i nie szukaliśmy ludzkiej chwały ani pośród was, ani pośród innych. A jako apostołowie Chrystusa mogliśmy być dla was ciężarem, my jednak stanęliśmy pośród was pełni skromności, jak matka troskliwie opiekująca się swoimi dziećmi. Będąc tak pełni życzliwości dla was, chcieliśmy wam dać nie tylko Bożą Ewangelię, lecz nadto dusze nasze, tak bowiem staliście się nam drodzy.

 

Przedstawiając swoją posługę pośród Tesaloniczan, św. Paweł podkreśla przede wszystkim dwie rzeczy. Z jednej strony wyklucza jakiekolwiek motywy czysto ludzkie, a z drugiej mówi o swoim radykalnym posłuszeństwie Bogu. I to jest zasada w tej posłudze. Głoszenie Ewangelii stało się natomiast powodem tak silnego związku Pawła ze wspólnotą w Tesalonice, że nawet mówi o oddaniu im własnej duszy. Paweł będzie do tego wracał także w innych momentach. Stąd chrześcijanie mówili o więzach braterskich we wspólnocie.