Do innego rzekł: Pójdź za Mną! Ten zaś odpowiedział: Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca! Odparł mu: Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże! Jeszcze inny rzekł: Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu! Jezus mu odpowiedział: Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego.

 

Czasem być może jesteśmy podobni do człowieka, który gdy zobaczył Jezusa na drodze, zawołał spontanicznie: „Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz”. Czy był w nim jedynie słomiany zapał, czy też rzeczywiście poszedł za Jezusem i wytrwał przy nim do końca. Nie poznaliśmy jego dalszych losów, tak jak nie poznaliśmy jego imienia. Znamy jednie odpowiedź Jezusa, który wyjaśnił, że pójście za nim, wiąże się z rezygnacją z tego co nazywamy „zaciszem domowego ogniska”. Pójście za Jezusem to droga obfitująca w wiele wspaniałych doświadczeń, ale jednocześnie związania z zaparciem się samego siebie. Bo już nie jesteśmy dla siebie sterem i żeglarzem, ale dajemy się prowadzić Bożemu Duchowi, a Duch ten wieje jak chce i kędy chce. Jezus jest tutaj bardzo wymagający. Nie pozwala na kompromis. Wyraźnie chce powiedzieć: albo wybierasz mnie i korzystasz z łask, które może otrzymać mój uczeń, albo idziesz swoją własną drogą, która być może nie będzie aż tak wymagająca, ale też nie doświadczysz na niej wiele z tego, co doświadczyłeś idąc za mną.