I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman. Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.

 

 

   Jezus przychodzi do swojego miasta, do swoich ludzi. I niestety, zamiast radości i wiary spotyka się z niedowierzaniem i kpinami. Nikt nie lubi słychać o tym, że to inni załugują na cud, bo nie wierzą... Przecież to syn Józefa, cieśli, nikt więcej...

    Mieszkańcy Nazaretu nie rozpoznali znaków, odrzucili naukę Jezusa. Dlatego Pan przeszedł między nimi i się oddalił, bo On nie chce nikogo zmuszać, On chce wolnego wyboru.

   Próbujmy dziś być wyczulonymi na znaki, jakie Pan nam daje. Nie zmarnujmy szansy na spotkanie z Jego zbawczą miłością.

 

Inne komentarze ks. Witolda