Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć. Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestoma tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju. Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem.

 

Aby coś zyskać trzeba się czegoś wyrzec. Aby być blisko Jezusa trzeba oddalić się od tego co może mieć większą siłę przyciągania. Całe życie nasze to wybór tego co ma większą wartość. Wybór nawet za cenę bólu, cierpienia, ofiary.

Staje więc przed nami codziennie pytanie o to kto i co jest w naszym życiu na pierwszym miejscu. Dla kogo i dla czego gotowi jesteśmy poświęcić mniejsze dobra. Pytanie, które domaga się refleksji, medytacji, modlitwy. Tylko w sercu medytującym i milczącym usłyszymy odpowiedź, odkryjemy właściwy kierunek naszego życia. 

Bóg ważniejszy nawet od najbliższych, których kochamy. Bóg dla którego warto podjąć trud krzyża. Bóg mój i moje wszystko! Oto podstawa naszego wyrzeczenia, o które prosi dzisiejsza Ewangelia.

Jeśli zabraknie takiego myślenia, takich wyborów potwierdzonych ofiarą z naszych upodobań, to staniemy się nieroztropni. Nie można zaczynać budowli nie licząc wydatków. Nie można zaczynać bitwy nie mając pewności na wygranie. Nie można iść za Jezusem nie posiadając umiejętności wyrzeczenia, ofiary, samozaparcia. 

Panie i Mistrzu – naucz nas takiej postawy, takiego stylu życia, takiej duchowej mentalności. Naucz nas tego dziś, gdy słowo wyrzeczenie nie jest modne, akceptowane, popularne. Gdy często wymazane jest z naszego słownika.