Potem mówił do wszystkich: "Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść dla człowieka, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?"

 

Kiedy czytam ten fragment ewangelii, zastanawiam się, co znaczy wyparcie się samego siebie. I gdy tak myślę nad tym, mam wrażenie, że chodzi o odrzucenie własnej pychy i stanięcie w pokorze. Ileż razy chcę być pierwszy w kolejce po coś, ile razy pragnę pokazać, że jestem najlepszy, a przynajmniej, że są gorsi ode mnie. Mam ogromną łatwość osądzania innych, ale nie znoszę, gdy ktoś osądza mnie. Bardzo często popełniam błędy, ale nie przyznaję się do nich – bo wstyd i w ogóle to nie ja jestem winien... 

A gdyby tak wbrew sobie przyznać się do winy? To wymaga właśnie samozaparcia, o którym mówi Pan Jezus. Idąc dalej tym torem, moje przyznanie się do błędu pociąga za sobą konsekwencje – ponoszę karę, jest mi wstyd. Niosę krzyż, który biorę na swoje ramiona. Czasem mogę narzekać, że ten krzyż jest za duży i zbyt ciężki, ale tak naprawdę on jest w sam raz. W jego niesieniu nigdy nie jestem sam. Jest ze mną Jezus.

Dziękuję Ci Panie za każde trudne doświadczenie, które mnie spotyka, bo Ty ze wszystkiego wyprowadzasz dobro!