Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Zrozumieliście to wszystko?" Odpowiedzieli Mu: "Tak". A On rzekł do nich: "Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare". Gdy Jezus dokończył tych przypowieści, oddalił się stamtąd.

 

Tak, jak z rybami w dzisiejszej przypowieści, jest również z Kościołem. Gdyby wybrać z niej grupę zupełnie przypadkową, jak przypadkowe są ryby wyciągnięte z morza, znajdą się wśród chrześcijan dobrzy i źli. Te określenia są jedynie subiektywnymi sądami. A jeśli są w Kościele dobrzy i źli, uważam, że są oni po to, byśmy dobro i zło umieli od siebie odróżnić.

Nie nam jednak dana została moc sądzenia. Otóż aniołowie przy końcu czasów, oddzielając złych od sprawiedliwych, nadadzą nowej rzeczywistości właściwą jej różnorodność. Nam na razie pozostaje różnicowanie się na drodze do jedności z Bogiem.