Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: "Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedne ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na grunt skalisty, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha!"

 

Słuchając przypowieści o siewcy, chcielibyśmy być tą żyzną ziemią, w której ziarno znajduje idealne warunki do wzrostu. Niestety, dotknięci grzechem pierworodnym jesteśmy jak ziemia, która uległa wyjałowieniu. Potrzebujemy ją zrekultywować, aby stała się żyzna i przynosiła obfite plony. Jak możemy to uczynić? W rolnictwie należałoby taką ziemię wzmocnić nawozem, odpowiednio nawodnić i doświetlić. W życiu duchowym naszą „wewnętrzną glebę”, musimy także nawozić, nawadniać i oświetlać. Czynimy to, gdy karmimy się regularnie Bożym słowem, żyjemy życiem sakramentalnym i regularnie się modlimy. Jezus jest naszą Drogą, Prawdą i Życiem. Oczyszczając i ukierunkowując nasze życie na Chrystusa, możemy dojść do Pawłowego stwierdzenia: mihi vivere Christus est (dla mnie żyć to Chrystus).