Jezus opowiedział niektórym, co dufni byli w siebie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: "Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. A celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi, mówiąc: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony".

 

To chyba największa tragedia, jaka może nas spotkać: ufać sobie, że jest się sprawiedliwym... Ojcowie pustyni mówili, że ludzie dzielą się na grzeszników i tych, co myślą, że są sprawiedliwi... Jeśli nie widzimy własnych grzechów, zaczynamy gardzić innymi, bo to w nich widzimy zło, słabość. Ale jeszcze gorsze jest to, że udając ludzi bezgrzesznych, zamykamy się na Boże miłosierdzie, sami je odrzucamy.

Jedyną drogą do usprawiedliwienia jest postawa celnika: błaganie o przebaczenie. Św. Jan pisze wyraźnie: "jeśli twierdzimy, że nie mamy grzechów, sami siebie oszukujemy"... Dopóki udajemy lepszych niż jesteśmy, dopóki udajemy przed sobą, że nie jesteśmy tacy źli, dopóki sami usprawiedliwiamy swoje postępowanie, jesteśmy daleko od Królestwa Niebieskiego.

Jedyną drogą do szczęścia i do zbawienia jest droga nawrócenia. Tylko na niej spotkamy Boga, który wybacza, który otwiera niebo... Chrześcijanin to człowiek, który wie, że jest słaby, zna swoją grzeszność, ale codziennie stara się nawracać i prosi Boga o miłosierdzie.