Newsletter
Rejestracja »
Radio Profeto.pl

koszulki_slowoMaMoc
Sercańskie Lato

Nasi partnerzy

 

 

 

 

profeto.pl2012-12-04 05:03
Byłam opętana - świadectwo, cz. 2.

Byłam opętana - świadectwo, cz. 2.

Przez półtora roku chodziłam do egzorcysty, niestety do uwolnienia nie dochodziło, nie byłam wtedy jeszcze gotowa, aby przyjąć ten dar. Walczyłam, ale bez wiary w uwolnienie, bez wiary w to, że Pan Bóg jest mocniejszy od zła.

Nie czytałeś/aś pierwszej części świadectwa? Kliknij!

Zgodnie z umową o zejściu na samo dno, zaczęłam jej realizację. Wróciłam do nałogów z przeszłości: do wróżb, kart, czy horoskopów, jednak bałam się wejść głębiej, brakowało mi „odwagi”, ale i ona stopniowo rosła. Zaczęły pojawiać się myśli samobójcze, pragnienie, aby siebie zranić, zadać ból. Trwało to kilka lat, w końcu stało się coś tak trudnego, że wystarczyło przynaglenie złego: „weź żyletkę”. Wracałam do domu jak zahipnotyzowana, nie słyszałam niczego, mama coś do mnie mówiła, ale nic nie pamiętam, zjadłam obiad próbując zachować pozory, że jest dobrze, bo w tym byłam mistrzem. Wzięłam żyletkę, zamknęłam na klucz drzwi do pokoju i zaczęłam się ciąć. Nie wiedziałam jak to się robi, ale zły w takich chwilach bardzo szybko przychodzi z „pomocą”, podpowiada co i jak trzeba robić, kieruje działaniem. I rzeczywiście, zaczęłam się regularnie ciąć, kiedy tylko coś się działo złego w moim życiu, brałam żyletkę i cięłam się. Na początku tylko nogi, bo nie miałam „odwagi” pójść dalej, aby pociąć żyły. Ale i na to przyszedł czas. Pan Bóg jednak czuwał nade mną bardzo mocno. Kiedyś byłam w takim stanie, że życie nie miało dla mnie znaczenia, chciałam jak najszybciej z nim skończyć. Miałam potrzebną „odwagę”, ale nie miałam przy sobie żyletki, wzięłam więc nóż i cięłam, najmocniej jak mogłam, nie udało się, Bogu dzięki, bo wszystkie noże były tępe. To śmiesznie brzmi, ale gdybym wtedy miała jak zawsze żyletkę, już by mnie nie było, bo zły robił wszystko żebym ze sobą skończyła. Dziś mogę Bogu dziękować, że się nie udało planowane samobójstwo. Zrozumiałam wtedy, że to Bóg jest Panem Życia i śmierci. Cały czas walczyłam, a raczej próbowałam walczyć, w końcu po dwóch miesiącach postanowiłam, że pójdę do spowiedzi. W mojej miejscowości akurat był odpust tygodniowy, ku czci przemienienia Pańskiego. Przez dwa dni podchodziłam do konfesjonału, aby się wyspowiadać. W pierwszy dzień uciekłam z przed kratek, dopiero drugiego dnia odważyłam się podejść, choć lęk był niesamowity, w trakcie spowiedzi powiedziałam księdzu, tak jak umiałam, że nie wiem, co się dzieje, że zniszczyłam swoje życie, on zaproponował spowiedź generalną. Opowiedziałam bardzo krótko, co robiłam, jak wyglądało moje życie, to był pierwszy krok ku nawróceniu. Mogło by się wydawać, że to już zwycięstwo, że jest pięknie, wyspowiadałam się i wszystko wróciło do normy. Co prawda przez jakiś czas było dobrze, niestety bardzo szybko upadłam i znowu się załamałam. Czystość, a raczej problemy z nią nie dawały mi spokoju. Wpadałam
w grzech niemal codziennie, i zaczęło się błędne koło, grzech, spowiedź, grzech, spowiedź i tak w kółko. Do tego dochodziła coraz większa nienawiść, i zgodnie z „umową” wchodzenie w zło coraz głębiej. Tak bardzo pragnęłam zła, że szukałam okazji, by znowu w nie wejść, do tego dochodziło ciągłe podsycanie złego, „spróbuj tego, bo inni dawno już spróbowali, a Ty co?” Zaczęłam pić, na początku niewiele, ale powoli zaczęło się picie codziennie, spodobało mi się, chciałam zaimponować pewnym osobom, pokazać , że nie jestem taka dobra, i udało się. Widzę teraz jak zły chciał mnie upodlić, chodziło o to, żeby pijaną mnie sponiewierać. Piłam tak przez kilka miesięcy. W końcu Ksiądz spowiednik powiedział, że to trzeba leczyć, że powinnam podpisać w kościele, że nie będę piła. Ale w porę Pan Bóg mnie oświecił, dał mi łaskę i siły i przestałam pić, ale nieczystość pozostała. Ciągle spowiadałam się z tego samego, już tak nie chciałam, ale znowu zamiast prosić Boga o pomoc postanowiłam, że nie będę się spowiadać, bo to i tak nie ma sensu. To nic nie daje, ja myślałam, że to będzie takie czary mary, wyspowiadam się i bez wysiłku będzie dobrze. Tak niestety nie było. Trzeba było ogromnego wysiłku, a ja już nie miałam siły, miałam dość.

Coś zaczęło się jednak zmieniać w okolicy Świąt Bożego Narodzenia półtora roku temu. Poszłam do spowiedzi i nie dostałam rozgrzeszenia. Byłam w szoku, pojawiły się pytania: jak to? dlaczego? Miałam przygotować się do spowiedzi generalnej i wtedy przyjść. To był bardzo długie dwa dni, czułam się jakbym była w zawieszeniu, w próżni, przestraszyłam się bardzo. Ale doszło do spowiedzi, na ten czas bardzo szczerej, było trochę lepiej, ale problemy się nie skończyły, nieczystość była silniejsza. Był czas, że miałam dość, wiele razy postanawiałam sobie, że już więcej nie będę się starała, że odchodzę z Kościoła i koniec. Ale nie potrafiłam, zawsze wracałam. Za co bardzo Bogu dziękuję, bo nie wiem, co by ze mną teraz było, gdybym nie szukała pomocy w Kościele, mimo tego, jak byłam w Nim niekiedy traktowana. Walka trwała cały czas. Zaczęłam mieć poważne problemy z wytrwaniem na Mszy Świętej, niekiedy musiałam wyjść w trakcie. Kiedy szłam w procesji, aby przyjąć Komunię miałam problem z utrzymaniem się na nogach, w środku wszystko krzyczało, bluźniło, przeklinało, miałam przed oczami sceny z filmów pornograficznych, te najstraszniejsze, najobrzydliwsze. Te kilka minut do przyjęcia Komunii Świętej było najgorszą męką. Po Komunii często wychodziłam z kościoła. W trakcie podniesienia słyszałam głosy okropne, bluźniące, pełne nienawiści. Nie wiedziałam, co się dzieje. Trwało to kilka miesięcy. W końcu trafiłam na spotkanie Ruch Czystych Serc. Szukałam i w końcu znalazłam coś, co podobało mi się, czułam się tam dobrze. Atmosfera rozmodlenia bardzo mi pomagała, jednak już wtedy byłam daleko, nie potrafiłam stanąć blisko ołtarza, odpychało mnie. Podczas jednego czuwania Ksiądz przyniósł Krzyż Świętego Benedykta, używany w czasie egzorcyzmów. Kiedy to usłyszałam zaczęłam się trząść, pojawił niesamowity lęk i panika, nie mogłam opanować swojego ciała. Zebrałam się na tyle, żeby podejść do Księdza i poprosić o spowiedź, nie pamiętam, co się działo, szybko chciałam wymienić grzechy, Ksiądz po spowiedzi pomodlił się modlitwą o uwolnienie i uspokoiłam się. Ale wiedziałam już wtedy, ze coś jest nie tak. Czułam, że potrzebuję spowiedzi, ale takiej solidnej. Próbowałam się umówić z Księdzem z RCS-u(Ruch Czystych Serc), w między czasie poznałam innego Księdza, który modlił się modlitwą o uwolnienie, niestety, nie pomógł mi. Był to bardzo trudny czas, a ja nie wiedziałam jak sobie radzić. Nie mogłam się modlić, nie wierzyłam, traciłam nadzieję, a jednak ciągle szukałam pomocy. Im bardziej „obrywałam”, tym bardziej walczyłam o pomoc. W końcu udało się, trafiłam do spowiedzi do Księdza z RCS-u, na którego czekałam, umówiłam się z nim w Wielki Piątek wieczorem, po nabożeństwach, był to niesamowity dzień, bo wtedy zaczęła się walka. Z wielki trudem wyspowiadałam się, po czym miała być modlitwa o uwolnienie. Czułam się koszmarnie, nie mogłam wziąć do rąk krzyża, nie mogłam podnieść głowy, zaczęła się modlitwa, a ja nie mogłam na żadne wezwanie odpowiedzieć, niewiele pamiętam, ale w pewnym momencie powiedziałam to, co było kluczowe, Pan Bóg dał mi na tyle siły, żeby powiedzieć, że poprosiłam złego o pomoc, wtedy Ksiądz powiedział, że będę musiała trafić do egzorcysty.

Kilka dni późnej pojechałam do pierwszego egzorcysty, niestety nie było kontynuacji spotkań, bo stwierdził on, że jestem chora, że bardziej potrzebuję psychologa. Jednak życie pokazywało coś innego, problemy narastały. W końcu w czerwcu spotkałam się z egzorcystą, już drugim, wtedy zaczęły się demonstracje złego, ataki, próby i myśli samobójcze, nie mogłam wejść do kościoła, nie mogłam się spowiadać. Pojawiała się blokada, zły nie pozwalał mi wypowiedzieć ani słowa. Trafiłam do kolejnego egzorcysty, który z ogromną dobrocią i delikatnością zajął się mną. Niestety, nie miałam możliwości często przyjeżdżać do Niego, bo kolidowało to z moją pracą i studiami. Jednak Pan Bóg o mnie nie zapominał, i posłał mi kolejnego Księdza egzorcystę, początkowo spotkania były często, jednak z upływem czasu były rzadziej, zły mocno atakował, nie pozwalał, żeby ta relacja została utrzymana.
Był to czas wzmożonych ataków. Nie mogłam spać, kiedy już na chwile usnęłam, pojawiały się koszmary, co powodowało, że na nowo się budziłam. Pojawiały się ogromne niepokoje, bóle psychiczne i fizyczne poczucie, że jest ktoś ze mną w pomieszczeniu, straszenie, przestałam jeść, nie trawiłam żadnego pokarmu, ciągle wymiotowałam, w tym czasie bardzo schudłam. Miałam coraz mniej siły do walki o wolność. Cały czas rosło w moim sercu poczucie krzywdy, trwałam w nienawiści, raniłam innych myśląc, że to ja jestem raniona. Wszystkie moje błędy były zakryte, widziałam siebie jako osobę idealną, a innych traktowałam jak moich wrogów. Było to ogromne kłamstwo i zwycięstwo złego.

Wiele razy sprofanowałam Komunię Świętą, przyjmowałam Pana Jezusa, a następnie wyjmowałam z ust i zabierałam do domu. Były momenty, że po chwili ocknęłam się, co zrobiłam i od razu oddawałam, niestety nie zawsze. Zdarzało się, że po długiej walce oddałam Ciało Pańskie, ale zupełnie zniszczone. Nie zapomnę nigdy gestu Księdza, który odbierał Ją ode mnie, ucałował on resztki Komunii Świętej i zaczął się modlić, było to dla mnie bardzo dziwne, bo ja w tym czasie nie czułam nic, dla mnie był to tylko kawałek opłatka, nic więcej. Czasem tylko pojawiło się poczucie winy, dlaczego Ją oddałam, skoro miałam zrobić z nią coś innego. Jednak nigdy nie zrobiłam nic więcej, za co nie wiem do dziś, jak mam Bogu dziękować, że mnie przed tym ustrzegł. Te sytuacje pokazały mi jaką wartość ma Komunia Święta. Zły atakuje i zmusza do zła, ale kiedy człowiek się nawraca zaczyna jeszcze bardziej cenić i szanować to, co kiedyś stracił. Po tych wydarzeniach Komunię Świętą mogłam przyjmować tylko przy Księdzu Egzorcyście. Było to dla mnie dodatkowe cierpienie i upokorzenie. Sprawiało wiele bólu, bo bardzo chciałam spożywać Ciało Pana, a nie zawsze była taka możliwość. Nie mogłam się też spowiadać, bo zły podczas tego sakramentu nie pozwalał mi wypowiedzieć ani jednego słowa. Kiedyś Eucharystię i spowiedź profanowałam, w czasie opętania zostały mi one niejako ograniczone. Zły nie pozwolił mi z nich korzystać w wolności, co sprawiało mi ogromny ból.
Nadal jednak wchodziłam w coraz gorsze zło, według umowy. Znalazłam kontakt z wróżką, przez jakiś czas byłam pod jej „opieką”, mogę powiedzieć, że bardzo się o mnie „troszczyła” , o to żebym czasem nie trafiła do egzorcysty. Pisała do mnie, wręcz błagała, żebym tam nie szła. Zaczęłam też wchodzić na strony okultystyczne, satanistyczne, cały czas walczyłam z nieczystością, z samookaleczaniem się. To był bardzo trudny czas, pamiętam tylko jedną wielką ciemność. Cały czas pamiętałam, że muszę zrobić to, co najgorsze. Walka z czystością nie ustawała, w końcu zapragnęłam trafić do agencji dla prostytutek. Szatan oczywiście o wszystko chciał się zatroszczyć. W tym czasie poznałam jedną osobę opętaną, to był czas kiedy było już bardzo źle. Nie wiem do dziś jak zaczęła się ta znajomość. Pisałyśmy czasem do siebie o tym, co przeżywamy. Ona była właśnie prostytutką, chciała się wyrwać z agencji, ale nie mogła, ja natomiast bardzo chciałam zła, chciałam się tam znaleźć. To było niesamowite, jak niewiele brakowało, zły podawał rozwiązania jak na dłoni. Pan Bóg jednak jest większy. Tak kierował wydarzeniami, że nie podjęłam tej decyzji, a wręcz przeciwnie, zerwałam kontakt z tą dziewczyną. Po wielu walkach i trudach, ale udało się.

Przez półtora roku chodziłam do egzorcysty, niestety do uwolnienia nie dochodziło, nie byłam wtedy jeszcze gotowa, aby przyjąć ten dar. Walczyłam, ale bez wiary w uwolnienie, bez wiary w to, że Pan Bóg jest mocniejszy od zła. Przez cały ten czas walki, miotania się między dobrem a złem, czytałam dużo o opętaniu, bo nie wierzyłam w to, że ten stan dosięgnął i mnie, prosiłam, żeby ktoś mi powiedział, że jestem chora, chyba wtedy wolałabym być chora niż opętana. Dużo też słuchałam konferencji i świadectw, kiedyś trafiłam na świadectwo uwolnienia Joanny, tam znalazłam kontakt do Księdza Piotra, napisałam do Niego, tak trochę bez nadziei, myślałam że i tak nie odpisze, szokiem było dla mnie kiedy dostałam wiadomość zwrotną. Wymieniliśmy kilka maili i na tym się skończyło. Jednak zdarzył się kryzys, w pewnym momencie zostałam, a raczej poczułam się zupełnie sama. To były bardzo trudne chwile. Ciągle wchodziłam w zło, bo czułam, że to nie jest jeszcze najgorsze. Zaczęłam szukać zła w Internecie, niestety znalazłam, bardzo chciałam podpisać cyrograf, wchodziłam na strony satanistyczne, kilka razy odmówiłam inwokację do szatana, zaczęłam czytać biblię szatana. I to był bardzo ważny moment, bo to co tam przeczytałam, było dla mnie szokiem. Okazało się, że sposób w jaki ja żyję, mój tok myślenia, schematy działania to nauka szatana. Siedziałam w bagnie, a tak jest, że im dalej od Boga tym mniej się widzi zła. Myślałam, że jestem święta, że jeszcze nic złego nie zrobiłam. Okazało się, że jednak zrobiłam wiele zła, że żyję nie tak jak Jezus nakazuje, ale jak mówi zło. Nie mogłam w to uwierzyć. Jednak to odkrycie jeszcze nie pomogło, abym powiedziała złemu dość. Bałam się go „zostawić” powiedzieć odejdź, bo ciągle mnie straszył tym, że zostanę sama, że po uwolnieniu nikt mi nie pomoże, a teraz przecież on jest przy mnie. Wierzyłam w te słowa ślepo, co bardzo przeszkadzało w uwolnieniu. Z jednej strony chciałam żeby ten stan się już skończył, z drugiej „trzymałam się” go, bo mimo bólu dawał mi jakąś pewność, zła i smutku, ale jednak pewność.

W tym czasie trafiłam na spowiednika, który z ogromną cierpliwością wskazywał mi jak walczyć, tłumaczył, co robić. Powiedział mi podczas jednego spotkania, że jestem wartościową osobą. Pomyślałam wtedy, „o czym Ksiądz mówi, jaka wartość, gdzie, u kogo?” Ale on nadal tłumaczył, mimo mojej niezgody na to, co mówił. Te słowa trafiły do mnie bardzo mocno, uświadomiłam sobie, że nie to jaka byłam jest ważne w oczach Boga, ale to, że próbuję z tego wychodzić. Bo wtedy były już drobne sukcesy w walce o czystość, grzech nie pojawiał się tak często. Nabrałam trochę sił do walki, zaczęłam się starać jeszcze mocniej, na co zły bardzo szybko zareagował. Przez ponad dwa lata męczył, mnie i kusił, abym sprofanowała krzyż, który nosiłam na piersi. Udało mu się, w jednym z ataków wyrzuciłam krzyż, medalik Maryi i medalik Św. Benedykta, oraz różaniec, które wtedy nosiłam. Wtedy też w akcie desperacji i beznadziei napisałam do Księdza Piotra, wiedziałam, że już przegrałam, ale z drugiej strony, coś nie pozwalało mi przestać walczyć. Coś, a raczej Ktoś. Pan Bóg walczył o mnie z całych sił. Pomyślałam: „spróbuję, napiszę, a co wyjdzie to Ty już Boże zadecyduj”.
Ks. Piotr zaraz odpisał, a potem zadzwonił, i znowu przeszkody, nie mogę się z Księdzem Piotrem spotkać, bo to za daleko, nie ma czasu itd. Zakończyliśmy rozmowę, a ja całkowicie się załamałam. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, co Pan Bóg mi szykuje. Ja już zrezygnowałam, powiedziałam, że już nie walczę, nie mam szans. Ogromnym zdziwieniem było dla mnie to, że Ksiądz Piotr napisał do mnie maila następnego dnia rano. Dziś wiem, że otrzymanie tej wiadomości, było bardzo ważnym momentem, bo ja już bym na pewno nie napisała, byłam tak załamana, bez nadziei na uwolnienie, więc po co pisać. Ale Bogu dzięki było inaczej.
Znowu wymieniliśmy kilka wiadomości, ale zdarzył się kryzys bardzo poważny, zaczęłam wchodzić znowu bardzo mocno w zło. Szatan na tacy podawał mi grzechy, a ja brałam, po kolei, jeden za drugim, zawarłam kolejny pakt ze złym. Napisałam do Księdza Piotra o tym, co zrobiłam, zadzwonił, i po tej rozmowie zrozumiałam jak wielki błąd popełniłam. Postanowiłam zawalczyć na całego, nie chciałam już takiego życia, zapragnęłam, żeby było inaczej. Umówiliśmy się, że będę mogła przyjechać do Kielc. Pomysł zupełnie zwariowany, jak się dostać do Kielc, z kim pojechać, jak dostać urlop w pracy i pogodzić to jeszcze z zajęciami na uczelni. Ale ustaliliśmy termin przyjazdu, wszystko było załatwione. Ale zbyt łatwo to wszystko się układało, zły musiał namieszać. Pojawiły się lęki, wątpliwości, jaki to ma sens, po co jechać skoro już mi nic nie pomoże, byłam u czterech egzorcystów i przy żadnym nie nastąpiło uwolnienie, więc to moja wina. Nie potrzebuję kolejnego egzorcysty, nic mi już nie pomoże. Miałam jednak w tym czasie kontakt ze spowiednikiem, który bardzo mocno zachęcał mnie, abym spróbowała, zawalczyła. W tym samym czasie w duszpasterstwie, do którego należałam były rekolekcje akademickie, niesamowity i piękny czas, który okazało się zły wykorzystał bardzo mocno. Cały czas modliłam się o to, abym mogła wyjechać do Kielc. To mnie właśnie zaskoczyło, że mogłam się modlić, chociaż nie robiłam tego tyle lat. Skończyły się rekolekcje, a ja rozeznałam swój stan, że jestem osobą wolną, skoro mogę się modlić, to oznacza, że nie potrzebuję egzorcyzmów, nie muszę jechać do Kielc. Napisałam do Księdza Piotra, że chyba ten wyjazd był głupim pomysłem, na co otrzymałam odpowiedź, że skoro tak, no to nie muszę przyjeżdżać, że mam odwołać nocleg i koniec. Szybko się zorientowałam, że źle zrobiłam, próbowałam to jakoś odkręcić, ale nie udawało się. Jeszcze okazało się, że w pracy nie mogę dostać urlopu w tym czasie, załamałam się totalnie. Ksiądz spowiednik jednak cały czas trwał przy tym, abym nie poddawała się i zawalczyła do końca, przecież już nic nie mam do stracenia. Zawalczyłam raz jeszcze, napisałam do Księdza Piotra maila z prośbą, żebym mogła jednak przyjechać, zgodził się. To były chyba najdłuższe dwa tygodnie, jakie kiedykolwiek przeżyłam. Byłam tak zdeterminowana, żeby zawalczyć i wygrać tą walkę, że sama siebie nie poznawałam, zaczęłam przygotowywać się do spowiedzi generalnej, bo bardzo zależało mi, żeby dobrze się przygotować do tego wyjazdu, jakbym przeczuwała, że wyjadę stamtąd, już jako inna osoba. Prosiłam wiele ludzi o modlitwę, pisałam do sióstr prosząc o wsparcie, nawet odprawiłam nowennę do Świętego Ojca Pio w tej właśnie intencji, był to ogromny wysiłek, ale opłacał się.

W piątek 9.11.2012 znalazłam się w Kielcach wraz z koleżanką. Wieczorem były modlitwy i spowiedź generalna, miałam jakąś małą nadzieję, że może się uda. Niestety, w sobotę przyszło załamanie, straciłam nadzieję na jakikolwiek sukces, zły na każdym kroku przypominał o sobie. Przełomowym momentem była rozmowa z moją mamą i prośba, aby odwołała wszystkie złorzeczenia jakie wypowiadała pod moim adresem. Nie były to wielkie przekleństwa, ale złemu wystarcza bardzo niewiele, żeby narobić wiele szkód w życiu człowieka. Dodatkowo rozmowa z Księdzem spowiednikiem, który powiedział, że skoro już tyle wysiłku włożyłam w przyjazd, to żebym zawalczyła do końca, w połączeniu z modlitwą Księdza Piotra bardzo mi pomogła. W niedzielę było ostatnie starcie. Już nie zależało mi na niczym, chciałam być tylko wolna, błagałam Boga, aby jeśli taka jest Jego wola, dał mi ten ogromny dar. Próbowałam się modlić „bądź wola Twoja”, nie było to łatwe, bo chciałam po swojemu, ale modlitwa w połączeniu z moim ogromnym pragnieniem wolności dały pożądany efekt. Był to wielki wysiłek i trud, doświadczyłam też w trakcie modlitwy, jak ogromną moc ma modlitwa rodziców za dziecko i z dzieckiem. Mama odwołała złorzeczenia i to bardzo pomogło w uwolnieniu. Sam moment wolności był niesamowity, nie wiedziałam, co się dzieje, mogłam popatrzeć na krzyż, mogłam się modlić, uklęknąć, zrobić znak krzyża. Nie przeszkadzało mi to wszystko o czym wcześniej nawet nie mogłam myśleć. Kiedy wstałam Ksiądz Piotr uściskał mnie, pocałował w czoło i powiedział: WITAJ W DOMU.

Dla mnie był to niesamowity i piękny gest. Przez te wszystkie lata, czułam się wykluczona ze wspólnoty Kościoła, jak trędowaty na którego wszyscy patrzą i się od niego odsuwają. Za każdym razem, kiedy wchodziłam do kościoła, czułam się jak obcy, jak intruz. A wtedy stałam się jak Syn Marnotrawny na którego powrót Ojciec czeka. Ja odeszłam na wiele lat, ale w końcu wróciłam, a On przyjął mnie z otwartymi rękami. Nigdy nie zapomnę tego momentu, wreszcie znalazłam mój Dom....
Byłam bardzo szczęśliwa, a jednocześnie oszołomiona, bo nigdy wcześniej tak się nie czułam. Ze szczęścia płynęły mi łzy. Nie mogłam uwierzyć, jak to się stało, ja jestem wolna, niesamowite przeżycia i ogromna radość, z doświadczenia Bożego Miłosierdzia. Potem wspólne rozmowy i wiele radości, myślałam wtedy tylko o tym jaka jestem szczęśliwa. 11 listopada w święto odzyskania Niepodległości przez Polskę, ja również odzyskałam swoją wolność.
Jednak już pierwszej nocy demony chciały do mnie wrócić, bałam się, ale mogłam się modlić, potem kiedy rozmawiałam z Księdzem Piotrem odmówiliśmy wspólnie Koronkę do Bożego Miłosierdzia i uspokoiłam się. Rano poszłam na pierwszą Mszę Świętą, jako osoba wolna. Przeżycie było niesamowite, nigdy tego nie zapomnę. Słowa Ewangelii były takie piękne, podczas podniesienia, wyrywało się z serca: Boże kocham Cię. Jednak najpiękniejszy, był sam moment Komunii Świętej, nie mogłam się doczekać, w końcu podeszłam i ze spokojem, pierwszy raz od wielu miesięcy przyjęłam Pana Jezusa do serca, płakałam ze szczęścia, mówiłam tylko „Jezu kocham Cię”. To był najpiękniejszy moment. Doceniłam pierwszy raz w życiu jaką wartość ma Komunia Święta. Z niecierpliwością oczekiwałam na pierwszą niedzielę po uwolnieniu. Był to bardzo piękny dzień, pierwszy raz czułam się w niedzielę dobrze, byłam radosna, szczęśliwa, cieszyłam się, że nasz Pan zwyciężył śmierć. Nie było lęków, złości, niepokojów. Nie mogłam w to uwierzyć, próbowałam całą sobą chłonąć tę radość, której nigdy wcześniej nie doświadczyłam.

Po tym wszystkim wróciłam do domu, ale już nie ta sama, która wyjechała. Pan Bóg uwolnił mnie od siedmiu złych duchów, tak jak Świętą Marię Magdalenę, tak też się trochę wtedy czułam. Teraz tak jak ona, chcę kroczyć za Jezusem.
Niestety nie był to koniec walki, one ciągle chciały wrócić. Modlitwa, codzienna Msza Święta i Komunia Święta dodawały mi sił. Niesamowitym przeżyciem dla mnie był różaniec odmawiany wspólnie z mamą, który pomagał mi przetrwać ciężkie chwile. Najistotniejsze jednak w tym zmaganiu się, było powiedzenie słowa: PRZEBACZAM... Przebaczam tym, którzy mnie skrzywdzili. Nie wiedziałam jak ogromną moc ma przebaczenie, dopóki sama tego nie doświadczyłam. Jest to niesamowity dar Pana Boga, który daje ogromną, piękną wolność i radość z życia każdego dnia. Walka nadal trwa, ale już jako osoby wolnej. Życie wygląda inaczej, piękniej. Zły nigdy nie odpuści, ale teraz kiedy jestem już Jezusa, wiem, że chcę być Jego cała i na zawsze...
JEZUS JEST PANEM!!! :-) Maria Magdalena

 

Świadectwo otrzymaliśmy od ks. Piotra Markielowskiego, egzorcysty z Kielc. Zapraszamy na Jego stronę http://www.petrus.kielce.opoka.org.pl/

Fot.sxc.hu

 

udostępnij


wsarcie pod art

Komentarze+ Dodaj komentarz


vess: "Bałam się go „zostawić” powiedzieć odejdź, bo ciągle mnie straszył tym, że zostanę sama, że po uwolnieniu nikt mi nie pomoże, a teraz przecież on jest przy mnie. Wierzyłam w te słowa ślepo, co bardzo przeszkadzało w uwolnieniu. Z jednej strony chciałam żeby ten stan się już skończył, z drugiej „trzymałam się” go, bo mimo bólu dawał mi jakąś pewność, zła i smutku, ale jednak pewność."
Czemu ten fragment jest tak bardzo prawdziwy?
2012-12-05 18:33:13
meggi: Bo tak jest...
2012-12-06 11:39:16
Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodawać komentarze.

« wróć do poprzednio oglądanej strony

Najnowsze audio zobacz więcej »

Najnowsze video zobacz więcej »

Copyright © Polska Prowincja Księży Najświętszego Serca Jezusowego 2014
Wszelkie prawa zastrzeżone
facebook
facebook