Jezus przemówił tymi słowami: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie".

 

Jeśli już mam dość i nie daję rady, to mam uciekać się do Jezusa – zawsze tak to rozumiałem. A On mnie wzmocni, pokrzepi, uleczy rany i poniesie. Zgadza się – przez ten nieludzki świat przepływa okręt ratunkowy zabierający na pokład tych, którzy chcą się przyłączyć do Jezusa. Teraz dociera do mnie, dlaczego dotąd nie załadowałem się na ten okręt (bo tak mizerny efekt tego ratunku odczuwam). Otóż ma on kształt zaprzęgu, a ja zawsze chciałem „na wóz” – a tu wozu nie ma! Jest pług, a prowadzi go Ojciec.

Razem ze Mną w jarzmo się zaprzęgnij – mówi Jezus. Ucz się ode Mnie, naśladuj Mnie, razem ze Mną idź, a znajdziesz ukojenie duszy. Ochoczo załóż łańcuch. Nie będziesz mógł wybrać kierunku, tempa, czasu pracy, bo będziemy w zaprzęgu razem z wszystkimi innymi przedzierać się przez świat. Ale będziesz szczęśliwy, a za naszym pługiem „rozkwitną ogrody” Królestwa Niebieskiego. Do pracy ochoczo przyłóż rękę, jeśli już nie dajesz rady być sam – nie ma innej drogi, to jest jedyny sposób. Przyłącz się do Mnie – mówi Jezus. Zaufaj, bo Ojciec dla swoich dzieci wybrał najlepszą drogę i najszybszy sposób uratowania ich z opresji.

Jeśliby ktoś chciał się oburzyć na taki niewolniczy obraz, to zapytam: Kto lepiej zadba o swoich synów zapiętych w łańcuch – świat czy Bóg? U kogo będzie się pracowało lepiej na łańcuchu – u „władcy świata tego”, u ludzi czy u Boga? A kto – myśląc, że „zerwał się z łańcucha” i robiąc, co chce w tym świecie – tak naprawdę jest wolny i wstąpi jako Syn Króla do Wiecznego Królestwa? Kto w ogóle dzisiaj jest tak naprawdę „bez łańcucha”? Może mądry ten, kto sobie dobrze pana wybierze.

Chciałbym, aby moim Panem był Jezus.