Jezus opowiedział niektórym, co dufni byli w siebie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: "Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. A celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi, mówiąc: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony".

 

Czy w spotkaniach z drugimi porównuję się z ludźmi, wywyższam się, gardzę bliźnim?

Czy jestem zadufana w sobie, nie dopuszczając konstruktywnej krytyki?

Czy wierzę, że Słowo Boga ma moc sprawczą mnie odmienić?

„(…) Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony”.

Prawda oczywista, choć budząca w wielu z nas dyskomfort. Jak to jest z poczuciem naszego poniżenia – z tym uczuciem upokorzenia, wstydu, urażonej ambicji przeciwstawionej dobrze pojętej i przeżytej pokorze, skrusze, uległości? Wydaje się nam, że jesteśmy samowystarczalni na drodze prawdy i sprawiedliwości. Nic bardziej mylnego. Z kim staję ramię w ramię – z faryzeuszem czy z celnikiem; z najbardziej pobożnymi z pozoru czy z wołającymi „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!”?

Boże w Trójcy Świętej, bądź uwielbiony.

„Nawróć nas, Boże,

i odnów nas,

i ukaż nam swoje łagodne oblicze,

abyśmy doznali zbawienia”.