Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: Weźcie to stąd, a z domu mego Ojca nie róbcie targowiska! Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie. W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz? Jezus dał im taką odpowiedź: Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo. Powiedzieli do Niego Żydzi: Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni? On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy więc zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus.

 

W dzisiejszym fragmencie Ewangelii widzimy bardzo żywą, pełną dynamizmu akcję. Możemy sobie wyobrazić zdziwienie uczniów widzących takie zachowanie Mistrza. Zwróćmy jednak uwagę na czas, w którym ma miejsce całe to zajście. Zbliża się pora Paschy żydowskiej. Jest to najważniejsze święto dla Izraelitów. Wspominać mają swoje ocalenie. Ich myśli i serca powinny zwracać się ku Bogu, który ich ocalił, który przeszedł pomiędzy nimi i przyniósł im wolność. Tymczasem ich myśli pochłonięte są rzeczami drugorzędnymi. Ich serca jakby dotknęła skleroza, a uwaga skupiła się na zewnętrznej otoczce Paschy.

Czy czegoś nam to nie przypomina?

Wróćmy pamięcią do pierwszych dni listopada. Co było w nich dla nas najważniejsze? Prośba o swoją świętość, modlitwa za bliskich zmarłych, czy kolejny znicz? Zobaczmy na sklepowe witryny, na dekoracje w galeriach i centrach handlowych. Co widzimy?

Jezus przypomina nam, co powinno być dla nas najważniejsze w przeżywaniu świątecznych dni. Czy będę w stanie przedrzeć się przez zgiełk i hałas tego, co zewnętrzne, by dotrzeć do wnętrza świątyni, gdzie ze swoją łaską i miłością czeka na mnie Bóg? Prośmy, by On sam utorował nam drogę.