Newsletter

newsletter templates powered by FreshMail
Kościół kry się odmładza
Radio Profeto.pl Słowo na dziś Znajdź słowo
Rejestracja »
1% dla Oli
Ewelina Gładysz2016-11-01 09:21
Czego dowiedziałam się po twojej śmierci?

Czego dowiedziałam się po twojej śmierci?

Po pierwsze, okazało się, że w takich chwilach świat nie rozpada się na kawałki. To było odkrycie druzgocące. Miał się rozpaść, nie rozpadł. Po drugie, właściwie podobnie, po sobocie nastąpiła niedziela. Też zaskoczyło.

Wszystkich świętych.

Jasne, możemy dziś chwilę podrapać się w głowę i podumać o swojej świętości. Bez wątpienia będą to jednak dumania abstrakcyjne. A dziś jest bardzo konkretny dzień. Stoimy nad granitami z różnych stron świata, najpopularniejsze  z Chin. Zapalamy świece, które mogą się palić 48 godzin, a bywa, że i 72.  Kupujemy kwiaty cięte lub w donicach. Zdrapujemy wosk z wełnianych rękawiczek. Bardziej konkretnie się nie da.

To znaczy można, ale trzeba mieć tak w przedziale od roku do 4. Wtedy człowiek przysiada sobie na dowolnym grobie, przeskakuje prawie radośnie między kolejnymi rzędami tych, co odeszli, przesuwa kwiaty na ich grobach, rozrzuca kamienie z pobliskich alejek, biegnie do śmietnika z kolejnym pękniętym zniczem, wrzeszcząc w przelocie, czy jest coś jeszcze do wyrzucenia. Niestety nie ma.

Zatem Wszystkich Świętych. Jak już odgoniliśmy abstrakcyjną myśl o swojej świętości, rozglądamy się wokół.

Pani R. Samotna. Dosłownie. Typ społeczny. Dzyń. Dzwonek z rana. Poranna kawa. Dzyń. Dzwonek po południu. Wiadomości. Dzyń. Znaleziono ją przy łóżku. Siedziała na dywanie. Obok leżała słuchawka od telefonu. Nie, nie od żadnego smartfona. Od telefonu normalnego z tarczą taką, co to trzeba długo kręcić, by usłyszeć „halo”. Święta numer 1.

Państwo Pe. Święci z kolejnej alejki. Najpierw odszedł on. Nikt już nie pamięta jego twarzy, a potem nastały długie, podobne lata – wąziutkie pokoiki, nieduża kuchnia, pełno zdjęć, kryształów, książek i czegoś sympatycznego, co mieszkało z Panią Pe (i nie był to kot).

Teraz święci z rzędu obok. Będzie trudno, bo mieszkali razem, ale bez ślubu i „mieszkali” nie oznacza, że skończyło się to, gdy mieli lat 20 parę, tylko trwał ten stan całe ich życie, dosłownie do śmierci. On odszedł pierwszy, ona chwilę potem. Zupełnie nie można sobie przypomnieć, co i jak.

To może parę metrów dalej? Ale i tu nie jest łatwo. Fizyk. Wybitny. Alkoholik. Już mniej wybitny. Rozwodnik. Ojciec. Oczywiście też czyjś syn i wujek. Raz prawie zgarnął szóstkę w toto-lotka. Jego śmierć miała coś wspólnego z niedogaszonym papierosem. Święty numer 5. 

Hm. Wszystkich Świętych. No nic, małe stonki w końcu krzyczą w piosenkach „Gdzie można dzisiaj świętych zobaczyć? Są między nami...”. Co z tą świętością? Co ze śmiercią? Niby wiemy. Niby każdemu ktoś umarł. Musiał. Skąd zatem to zaskoczenie? Może chodzić o centymetry? Tak, o skalę bliskości. Bo prababcia, bo stryjeczna ciocia wujka, bo dziadek kuzyna mojego taty. To są bardzo dalekie podróże w sercu. One nie poruszają.

Może.

Może rzecz w kolejności. Dosłownie: kto pierwszy, kto kogo pożegna? Znowu ćwiczenie z rozglądania się wokół. Tym razem po żywych. Pożegnam brata, czy brat mnie? Przyjdę na pogrzeb ciotki, czy ona na mój? I ciężej: chłopcy będą zastanawiali się, w czym mnie pochować, czy ja...? Fakt. Widać, że jest coś na rzeczy z tą kolejnością. Czasem staje w gardle.

Wracając do pytania. Czego możemy się dowiedzieć, gdy ktoś nam umrze?

Była już mowa o tym, że nic się nie rozpada, nie drży nawet kropla rosy na trawie następnego dnia. Nic. Nie było jeszcze mowy o rutynie i o biologii. To wszystko działa normalnie. Zaczyna się od tego, że po nocy zwyczajnie wstajemy, budzimy się. Nie ma znaczenia, czego chcemy, skoro od 30, 40, czy iluś tam lat budziliśmy się każdego dnia, to po śmierci człowieka też się obudzimy. Bez względu na centymetry i kolejność.

Po drugie, kiedy ktoś obok nas umrze, dowiemy się, czym jest żałoba. Nie z książek. Z ludzkiego gadania, że „już starczy”, że „trzeba iść dalej”, że „żywi czekają”. Dowiemy się też, że śmierć człowieka nie daje nam żadnej taryfy ulgowej - nieszczęścia, które miały spaść, spadną też teraz. Nie zawahają się.

Czy dowiemy się czegoś dobrego?

Będzie nas bawiło słowo „trzeba”.  Przyjrzymy mu się z prawej strony, z lewej i takie ono wyda się teraz zabawne, radosne. To samo dotyczy słów „muszę”, „warto”, a już najlepiej będzie ze słowem „wypada”.

Pokochamy obcych ludzi. Będziemy ich mijać na ulicy, zerkać na nich z wytęsknieniem przez szybę w samochodzie, bo przecież zawsze można się pomylić. Za życia zmarłego człowieka już się tak działo - czasem myślało się, że to on idzie, a to nie on, że to jego plecy w spożywczym, a nie jego, że machaliśmy z daleka, by potem lekko zmieszanym głosem powiedzieć: „przepraszam”. I to jest fajne, że po śmierci człowieka dalej można się śmiało mylić, a nawet jeszcze śmielej.

Będzie można trochę schudnąć. Pewnie niektórym na chwilę odbierze całkiem apetyt, ale jest jeszcze coś. Człowiek, który umiera, na zawsze zabiera ze sobą smaki, smak pierogów, które tylko on tak potrafił zrobić, smak rosołu, zupy grzybowej, ba – nawet smak herbaty. I przez tę śmierć smaków na chwilę odechciewa się jeść totalnie.

Można by wyliczać dalej. Zdarzy się bowiem dużo rzeczy dobrych i złych, ale na koniec jeszcze o jednej. Bez względu na to, jak żył nasz człowiek i jak umarł, zwrócimy się teraz w stronę Nieba i będziemy prosić. Możemy być niewierzący, nie ma to żadnego znaczenia, bo tęsknota, która każdego dnia będzie teraz rozsadzać nasze serce, zadziała jak instynkt. Skoro chrześcijaństwo dało nam cień szansy na spotkanie, skoro Faustyna dała nam Boże Miłosierdzie, to ciężko będzie z tego cienia nie skorzystać. Potwierdza to też fakt, że z całego kazania, które zostanie wygłoszone na pogrzebie, nie zapamiętamy zbyt wielu słów poza tymi o przebaczeniu i o czasie: „do zobaczenia”. Od teraz będziemy się ich kurczowo trzymać. I dobrze.

 

udostępnij


Totus Tuus

Komentarze+ Dodaj komentarz


Maria40: Ilu z nich wszystkich odeszło,a każdy z nich miał piękną duszę,nie usłyszy się już niektórych słów,pouczeń,spojrzeń,westchnień nikt z nich nie wezwie,zawoła Cie już po imieniu,nie usłyszy się słów pięknych i dobrych miłych sercu.Miejsce zostaje puste,to co zostało po nich zostanie zawsze w naszej pamięci,w naszym SERCU puki nasze serca biją,dopóki żyć będziemy będą żyć i oni nasi święci.A oni wraz z Aniołami zawsze będą wstawiać się u Boga za nami.
2016-11-02 20:15:51
Kratka35: Witam, Szczęść Boże,
tak ... skończyl mi się rok kalendarzowy żałoby po tacie. Tu pani opisala w swoim artykule..tak pozytywnie.. miłe przykłady żałoby. Dobrze żałować za osobą sympatyczną,..trudniej za osobą, która nas krzywdziła...tzn.mnie, która jako rodzic nie dała właściwie niczego dobrego poza życiem...wiele raz wypominania..ze nie chce mnie widzieć... i tak w trakcie tego roku...nastąpiło coś co bym za jego życia nie była w stanie...bo byłam w sytuacji raniącej... Wybaczenie...i usłyszenie... że on nie potrafił powiedzieć przepraszam.. Uznaję jako łaskę, że jest dogmat świętych obcowania..także tych którzy się oczyszczają,,, Dzień przed jego śmiercią dowiedziałam się od niego (został sparaliżowany, cierpiał na przerzuty raka do kości) uznał mnie jako córkę nadając takie a nie inne imię... i dopiero na jakimś warsztacie nt. obrazu ojca o tym się dowiedziałam. I doświadczam tego, że tato mnie słyszy. Budzi mnie kiedy go o to proszę, wstawia się kiedy o to proszę... ( w tym roku przez parę miesięcy szukałam pracy, stancji) i ufam, ze on się też wstawiał za mną w tych sprawach. tak naprawdę... łatwiej mi się żyje... kiedy mam nadzieję że spotkanie się z nim, przemienionym, oczyszczonym, z pełną świadomością swoich czynów wobec mnie. I brakuje mi jego śpiewu "pełną piersią" starych pieśni kościelnych, lub patriotycznych...

no i miałoby być o żałobie ...a wyszło o kawałku mojego życia... jakby co to pozwalam na edycję :)
2016-11-03 23:49:02
Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodawać komentarze.

Nasi partnerzy

Copyright © Polska Prowincja Księży Najświętszego Serca Jezusowego 2017
Wszelkie prawa zastrzeżone
facebook
facebook