Jezus powiedział do swoich uczniów: "Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili i by owoc wasz trwał, aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go prosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali".

 

Jestem przekonany, że choć część z was podzieli moje zdanie, że czasem wydaje się, że "robię coś dla Pana Boga". Chodzi mi tu szczególnie o wymiar życia duchowego. Odmawiam jakąś modlitwę, idę w pielgrzymce, adoruję Jezusa w Najświętszym Sakramencie... Uważam, od czasu do czasu, jakbym dzięki temu dawał "coś" Bogu.

Jezus w dzisiejszej ewangelii przypomina na nowo: "Nie wyście mnie wybrali, ale Ja was wybrałem...". On przypomina mi, że Jego łaska jest uprzedzająca. To Jezus sprawia we mnie "ochotę" do modlitwy, to On zaprasza mnie na Eucharystię czy do konfesjonału, aby wyznać grzechy. Zanim ja wybrałem Jezusa na swojego Pana i Zbawiciela, to on już wcześniej wybrał mnie na swojego ucznia. Kiedy na nowo odkrywam, to że to On działa pierwszy we mnie, wtedy wszystko zaczyna się właściwie układać.