Tetrarcha Herod usłyszał o wszystkich cudach zdziałanych przez Jezusa i był zaniepokojony. Niektórzy bowiem mówili, że Jan powstał z martwych; inni, że Eliasz się zjawił; jeszcze inni, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. Lecz Herod mówił: „Ja kazałem ściąć Jana. Któż więc jest Ten, o którym takie rzeczy słyszę?” I chciał Go zobaczyć.

 

Kiedy tylko coś zaczęło się na poważnie dziać, to zaczęły się pytania: Kto to jest?

Ciekawe są odpowiedzi: Eliasz, dawny prorok, ostatecznie świeżo stracony Jan Chrzciciel.

Dziś dzieją się cuda, a oni szukają w muzeum przeżyć religijnych swojego narodu.

Dlaczego musi to być ktoś z wielkich, dawnych świętych? Przecież nie ma reinkarnacji. Oni nie żyją.

Dlaczego tak trudno nam myśleć w kategoriach dzisiejszych? Bóg dzisiaj mówi do nas, a nie do Eliasza.

Dlaczego nikt nie powiedział – to normalne, Bóg działa pośród nas tak jak zawsze. Chwała Mu za to. Wchodzę w to!

Trochę to rozumiem. Kiedy sobie pomyślę, że miałbym prowadzić idealne życie, to od razu intuicja mi podpowiada – nie da się.

I co wtedy? Jedni mówią – później się tym zajmę. Inni mówią – trudno, czyściec. Jeszcze inni mówią – nie mam ochoty (ci są przynajmniej szczerzy).

I wtedy łatwiej powoływać się na życie wielkich świętych, niż zarażać innych swoim zapałem – bo go nie ma po prostu.

Ale skoro Bóg ma dzisiaj plan na nasze codzienne życie, to chodzi Mu o mnie czy o Jana Chrzciciela?

Jeśli dzisiaj przychodzi do drzwi i kołacze, to kto ma Mu otworzyć? Eliasz?

Przecież nie ma reinkarnacji. Eliasz, Jan, prorocy już są u Tronu Boga i wielbią Majestat.

Teraz jesteśmy my. To jest nasz czas. I to są moje drzwi.

Można pogłośnić telefon, żeby youtube zagłuszył pukanie – dobre słuchawki teraz robią, takie douszne.

Ale i tak prędzej czy później, idąc przez korytarz – w drodze do kuchni albo do łazienki – usłyszę pukanie.

Bo to są moje drzwi.