Niektórzy ze stojących obok, słysząc to, mówili: Patrz, woła Eliasza. Ktoś pobiegł i nasyciwszy gąbkę octem, umieścił na trzcinie i dawał Mu pić, mówiąc: Poczekajcie, zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, żeby Go zdjąć z krzyża. Lecz Jezus zawołał donośnym głosem i wyzionął ducha.

 

W Niedzieli Palmowej jest coś z folkloru. Przygotowujemy albo kupujemy gotowe palmy. W niektórych miejscowościach organizuje się nawet konkursy na najładniejszą albo najdłuższą palmę, jak np. w Lipnicy Murowanej, gdzie osiągają wysokość ponad 30 metrów. Z poświęconych palm czynione są krzyże, by te, zatkane na uprawnej roli i pokropione święconą wodą, przyniosły obfite plony i dostatek dla gospodarza. Puszyste zaś kotki wierzbowe dodawane są do karmy dla zwierząt.

Ten piękny folklor jest zapewne jakimś odzwierciedleniem, dalekim echem tego nastroju, jaki towarzyszył wjazdowi Pana Jezusa do Jerozolimy na oślęciu. I wówczas tłumy pełne entuzjazmu ścieliły przed Jezusem swe płaszcze i gałązki palmowe. Z radością witano w Nim królewskiego potomka Dawida. Wielu prostych ludzi łączyło z Jezusem wielkie nadzieje na wyzwolenie Izraela, na nastanie nowego porządku.

Szybko jednak ten nastrój Niedzieli Palmowej się zmienia. Po odczytaniu ewangelii o wjeździe Pana Jezusa do Jerozolimy i poświęceniu gałązek palmowych w Liturgii Słowa słyszymy odczytywany tylko dwa razy w roku opis Męki Pańskiej. Teraz przed oczyma naszej wyobraźni przewijają się poszczególne sceny Jezusowego dramatu: modlitwa i konanie w Ogrójcu, pojmanie, sąd u Kajfasza, zaparcie się Piotra, sąd przed Piłatem, odrzucenie Jezusa przez własny naród, skazanie na śmierć, biczowanie, krzyżowa droga, wreszcie śmierć Jezusa na krzyżu i pogrzebanie. W przeciągu kilkunastu minut przeżywamy ostatnie godziny życia Jezusa. Jeśli Jego wcześniejszą, publiczną działalność mogła oddawać atmosfera tłumów, które wołały głośno Hosanna, o tyle te ostatnie wydarzenia najlepiej streszczają słowa innych, a może i tych samych tłumów: Ukrzyżuj Go!

Te dwa nastroje: Hosanna i Ukrzyżuj w jakiś sposób wyrażają i naszą religijność, naszą wiarę w Jezusa. Czy i my nie przeżywamy czasem entuzjazmu podczas płomiennego kazania, dobrych rekolekcji, po szczerej spowiedzi? I dobrze, że tak jest, bo to oznacza, że coś do nas dotarło, że słowa i łaska znalazły jakiś oddźwięk w naszych sercach i umysłach. Wciąż jednak rodzi się pytanie: na jak długo tego zapału starcza, i co sprawia, że zwykle szybko stygniemy w dobrych postanowieniach, dobrych zamiarach, w tym wysiłku podążania za Chrystusem. Być może dzieje się z nami to, co przepowiedział Jezus w przypowieści o siewcy: „Na skałę pada u tych, którzy, gdy usłyszą, z radością przyjmują słowo, lecz nie mają korzenia: wierzą do czasu, a w chwili pokusy odstępują. To, co padło między ciernie, oznacza tych, którzy słuchają słowa, lecz potem odchodzą i przez troski, bogactwa i przyjemności życia bywają zagłuszeni i nie wydają owocu.” (Łk 8, 13-14) Pokusy, troski, ale i bogactwa czy przyjemności nie pozwalają usłyszanemu Słowu wydać owocu w naszym życiu i odbierają ewangeliczny entuzjazm.

Ale są i tacy, którzy przyjmują postawę Ukrzyżuj! Dziś coraz więcej jest osób, które nie tylko prywatnie, ale i publicznie kontestują wartości przynależące do naszej wiary, które jednoznacznie łączą się z wyznawaniem Chrystusa. Dekalog, obrona życia, tradycyjne małżeństwo i rodzina stają się w publicznych mediach tematami niewygodnymi, a ci, którzy ich bronią, są spychani na społeczny margines, jako ludzie zacofani i nietolerancyjni. Mamy tu do czynienia z wyrzucaniem samego Jezusa poza społeczny nawias, bo On przecież oddał życie właśnie za to, by ocalić godność człowieka.

Miejmy odwagę pójść razem z Jezusem do Jerozolimy, by stanąć w obronie Jego osoby, Jego systemu wartości. Nawet jeśli czasem osłabnie nasz entuzjazm, bądźmy przekonani, że droga Jezusowa, chociaż trudna i wymagająca, daje każdemu z nas poczucie spełnienia i sensu. Jeśli z Jezusem wytrwamy aż po Golgotę, z pewnością spotkamy Go żywego w Wielkanocny Poranek.