... -  Brata Alberta- który w zniszczonych, naznaczonych cierpieniem, często dotkniętych boleśnie, pokiereszowanych życiem żebraków, ludzi uzależnionych, pozbawionych pracy, włóczęgów, bezdomnych, ludzi marginesu społecznego- umiał dostrzec Boży obraz.
         Autor zachęca czytelnika  do medytacji nad obrazem Świętego Brata Alberta, artysty malarza, który po nawróceniu się, stał się świadkiem Boga.
         A zatem poprzez kontemplację nad dziełem artysty, który obraz swój zaczął malować w 1879 roku we Lwowie i nigdy dzieła swojego nie dokończył, biskup G. Ryś prowadzi nas do refleksji nad naszym własnym życiem, a nade wszystko do rodzących się pytań:
- kim jest dla mnie Bóg,
- czym jest ubóstwo,
- na czym polega nieprzywiązywanie się do materii,
- jaka jest droga ogołocenia człowieka, aby móc powiedzieć „ Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”,
- do czego powołuje mnie teraz Bóg?
         Istotne wydaje się podkreślenie pytania „ o to, co wiem o Bogu, kim mi się Bóg pokazuje, jakim mi się Bóg objawia (…) to pytanie trzeba stawiać nieustannie (…) także wtedy, gdy człowiek weryfikuje swoje powołanie, a szczególnie gdy przeżywa kryzys powołania”.
         Wstrząsające płótno świętego Brata Alberta, przed którym to dziełem zasiadamy, kontemplując Twarz Chrystusa jest, jak pisze biskup, „ najlepszą metodą odkrywania samego siebie i najlepszą drogą do innych ludzi”. Jest drogą do cnoty, o której sam malarz pisze, iż „ polega ona na znajomości praktycznej Boga i siebie”. Bł. Jan Paweł II pisał, że „ modlitwa polega na tym, aby skupić się na Twarzy Jezusa”. A więc, kontemplując  Twarz Jezusa, uczymy się prawdy o człowieku.
         W rozdziale drugim przytoczony zostaje fragment Janowej Ewangelii, kiedy Piłat mówi o Jezusie w koronie cierniowej – Oto Człowiek. Zostają przywołane fragmenty interpretacji tych słów przez św. Augustyna i św. Tomasza z Akwinu. Według pierwszego filozofa, Piłat „ miał ostudzić nienawiść Żydów, którzy oskarżają Jezusa  (…) Skoro Chrystus aż tak został poniżony w swym człowieczeństwie, to wasza nienawiść niech zamarznie”. A z kolei drugi, kapłan i doktor Kościoła, św. Tomasz tłumaczy tę scenę pogardą Piłata, który „ gardzi zarówno Jezusem, jak i tymi, którzy Go przed nim oskarżają. Jakby im mówił: „ Popatrzcie, co zrobiłem z tym, którego wy traktowaliście z powagą jako swojego przeciwnika(…)”.
         I w tym momencie dla czytelnika wybrzmiewa świadomie postawiony przez biskupa kontrapunkt: z jednoczesnego zestawienia wyżej wymienionych interpretacji słów Ecce Homo- mamy się zastanowić nad naszą postawą, wrażliwością wobec ludzi wyczerpanych fizycznie i psychicznie, dotkliwie zranionych. Jakże często dzisiaj spotykamy się ze znieważaniem, sponiewieraniem kogoś wobec innych. Jakże często próbujemy naszych bliźnich zniszczyć, eskalując nasze oceny, żądania, oczekiwania, zamiast próbować powstrzymać spiralę gniewu, odwetu, zemsty.
         Niezwykle interesujące jest, że Brat Albert ujął postać Chrystusa w swoim obrazie w formie mandorli, czyli w migdale, który w sztuce jest szczególna formą , mianowicie obszarem objawienia się Boga.
         Znamienny jest rozdział zatytułowany „ Serce”, w którym Autor pisze o konieczności odczytywania w obrazie Serca Jezusa, jako kluczowego elementu. A jeśli chcesz Czytelniku zrozumieć dlaczego, sięgnij po książkę.


Królu niebios, cierniem ukoronowany,
Ubiczowany, w purpurę odziany,
Królu znieważony, oplwany,
Bądź Królem i Panem naszym
Tu i na wieki.
Amen.

Modlitwa św.Br.Alberta