Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: "Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów". A On rzekł do nich: "Kiedy się modlicie, mówcie: «Ojcze, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie»”.

 

Lekcja modlitwy to lekcja wrażliwości na sacrum. O tej wrażliwości dzisiejsza Ewangelia mówi na dwa sposoby:

– po pierwsze uczeń czeka, aż Jezus skończy się modlić… Nie wchodzi w Jego intymność z Ojcem, zostawia w spokoju ową przestrzeń sacrum, która jest konieczna podczas modlitwy – to taki obszar ochronny: czasu, miejsca, osoby…

– po drugie uczeń formułuje prośbę, zdawać by się mogło – dziwną… No, jeśli Jezus ma wokół siebie uczniów, to z pewnością mowa jest o ludziach dojrzałych – a jeśli oni dotąd nie potrafią się modlić, to co to znaczy? A może ów uczeń, modląc się, jak umie, czuje, że jeszcze mu brakuje w tej umiejętności rozmowy z Bogiem – stąd ta prośba?

Uczeń z dzisiejszej lekcji mszalnej daje nam piękną lekcję wrażliwości – na człowieka modlącego się i na sprawę modlitwy, w której ciągle potrzeba postawy ucznia, by to spotkanie z Ojcem doskonalić… Zastanówmy się, czy aby jest w nas owa wrażliwość na sacrum – przestrzeń modlitwy – gdy inni przeżywają spotkanie z Bogiem (współmałżonek, dziecko, siostra) oraz czy sami prosimy Jezusa o pomoc w kształtowaniu naszej modlitwy?