Jezus powiedział do swoich uczniów: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: O cokolwiek prosilibyście Ojca, da wam w imię moje. Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna. Mówiłem wam o tych sprawach w przypowieściach. Nadchodzi godzina, kiedy już nie będę wam mówił w przypowieściach, ale całkiem otwarcie oznajmię wam o Ojcu. W owym dniu będziecie prosić w imię moje, i nie mówię wam, że Ja będę musiał prosić Ojca za wami. Albowiem Ojciec sam was miłuje, bo wy Mnie umiłowaliście i uwierzyliście, że wyszedłem od Boga. Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca».

 

Myślę, że większość z nas miała już takie doświadczenie: modliłeś się o coś z wielką gorliwością, a jednak nie wyszło tak, jakby nam się wydawało, że być powinno. Warto w tym miejscu przywołać słowa z Listu św. Jakuba: „Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swoich żądz” (4,3). Te słowa prowokują do postawienia dwóch pytań: o co mamy się modlić i w jaki sposób się modlić?

„O cokolwiek prosilibyście Ojca, da wam w imię moje” – mówi do nas Jezusa. Imię „Jezus” oznacza „Bóg zbawia”. To imię jest „ponad wszelkie imię” (Flp 2, 9) „i nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4, 12). Bóg obiecuje każdemu z nas, że ufna modlitwa będzie wysłuchana. 

O co mamy się modlić? Odpowiedzią są słowa z dobrze nam znanej modlitwy „Ojcze nasz”: „bądź wola Twoja”. W modlitwie liczy się Boży plan zbawienia w moim życiu. Warto pamiętać, że modlitwa jest sprawą miłości, a nie kontraktu. Nie bójmy się prosić Boga w naszych sprawach powszednich, którymi żyjemy, w sprawach, które dotykają naszego życia i serca. Czyńmy to zawsze w imię Jezusa.