A w Kafarnaum mieszkał pewien urzędnik królewski, którego syn chorował. Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się do Niego z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna: był on bowiem już umierający. Jezus rzekł do niego: Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie. Powiedział do Niego urzędnik królewski: Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko. Rzekł do niego Jezus: Idź, syn twój żyje. Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i szedł z powrotem. A kiedy był jeszcze w drodze, słudzy wyszli mu naprzeciw, mówiąc, że syn jego żyje. Zapytał ich o godzinę, o której mu się polepszyło. Rzekli mu: Wczoraj około godziny siódmej opuściła go gorączka. Poznał więc ojciec, że było to o tej godzinie, o której Jezus rzekł do niego: Syn twój żyje. I uwierzył on sam i cała jego rodzina. Ten już drugi znak uczynił Jezus od chwili przybycia z Judei do Galilei.

 

     Czytając odpowiedź Jezusa na prośbę urzędnika królewskiego, można odnieść wrażenie, że odmawia mu. Słowa Jezusa są "bezwzględne": "jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie". Odczytuję to jako zarzut, że proszący przychodzi bez wiary, chodzi mu tylko o załatwienie swojej sprawy.
     Pomimo "zimnego prysznica" urzędnik się nie poddaje: "Panie przyjdź...". Ta jego odwaga i determinacja zostają nagrodzone. Otrzymuje "to, co chciał" i jeszcze więcej! On i jego rodzina otrzymują dar wiary,
       Nie poddawaj się więc, chociażbyś przegrał już "milionowy raz", proś Jezusa mimo wszystko, a nagroda i zwycięstwo przyjdą przez Niego.


Inne komentarze ks.Piotra